sobota, 31 sierpnia 2013

Candy z masą Premo! WYNIKI!

Bez zbędnego przedłużania.


MASĘ PREMO WYGRYWAJĄ:


  
 BIŻUTERIĘ WYGRYWA:



Panie, które zostały wytypowane proszę o jak najszybszy kontakt na: theresaursulasjewelry@o2.pl
W e-mailu proszę o przekazanie danych do wysyłki (w przypadku biżuterii wybrane wzory) oraz załączenie scrinów potwierdzających polubienie stron na facebook'u.
Jeżeli nie otrzymam e-maila do 6.09.13 nagroda zostanie przekazana komuś innemu.


UWAGA! UWAGA!

Mała Inspiratorka postanowiła przyznać nagrodę specjalną w postaci niespodzianki dla Natalii Kowalczyk.


Natalia proszona jest o sprawdzenie swojej skrzynki e-mailowej. Mała Inspiratorka już się z nią skontaktowała :)

Gratulacje dla wszystkich pięciu dziewczyn :)
  

      
KOLEJNE CANDY będzie ponownie przydasiowo(bonowo)-kosmetyczno-słodyczowe. Nie zdążę go opublikować do jutra, ale z pewnością nastąpi to już niedługo (mam nadzieję, że w przeciągu tygodnia). Bądźcie więc czujni!
  

środa, 28 sierpnia 2013

Co Teresce ułatwia pracę? Czyli niezbędne (i zbędne) materiały.

Niestety nie mogę pochwalić się pracownią z prawdziwego zdarzenia i wątpię czy kiedykolwiek się takiej dorobię. W chwili obecnej mieszkam z rodzicami w małym 3-pokojowym mieszkaniu, gdzie rolę pracowni spełnia mój pokój. Przez brak osobnego pomieszczenia do pracy mój pokój wygląda jak pobojowisko. Określiłam sobie mały kącik do pracy jakim jest kawałek segmentu, a dokładniej 3 półki oraz barek, gdzie drzwiczki barku po opuszczeniu robią za moje biurko. Pomimo jednak ściśle określonego miejsca pracy w praktyce wygląda to tak, że podczas mojego krzątania się zawalone jest dosłownie wszystko, każdy milimetr wolnych powierzchni, nawet łóżko i telewizor. Pokój jest więc "niewyjściowy", raczej nie zapraszam tu nikogo prócz mego lubego, który przyzwyczaił się już do swojej pierdołowatej dziewczyny i jej zasyfionego pokoju :D Przyznam się, że specjalnie na potrzeby tego posta w miarę ogarnęłam swój segmencik, niestety jednak nie mam dla Was zdjęcia. Okazało się, że zbyt słabe oświetlenie rozmazało każde jedne zdjęcie. Mam jedno okno, wychodzące na północ, więc światło słoneczne tu nie dociera, a podczas tworzenia biżuterii nawet w ciągu dnia muszę mieć włączone światło. W związku z tym pozostaje mi tylko przedstawienie swoich materiałów.

Jest tego dużo, więc i post będzie baardzo długi. Muszę jednak zaznaczyć, że nie kupiłam wszystkich materiałów za jednym razem. Wszystko to zbierało się powoli przez kilka lat. Część systematycznie sobie dokupowałam, część otrzymałam w prezencie, część w gratisie. Nie używam wszystkiego, w wielu przypadkach okazało się, że pieniądze wylałam w błoto. Są jeszcze rzeczy, których mi brakuje, o które chętnie urozmaiciłabym swoją pracownię i z pewnością na przestrzeni najbliższych lat to nastąpi.

Rozpocznę od materiałów do modelinowej biżuterii, które będą głównymi bohaterami tego posta, gdyż to właśnie w tą dziedzinę zainwestowałam najwięcej i to właśnie modelinie poświęcam najwięcej czasu. Z modeliny przejdę do podstawowych jubilerskich materiałów i ozdóbek, a na koniec pokażę pozostałe materiały do soutache, decoupage i innych.
 
 
Modelinę przechowuję w dwóch kartonach, natomiast zestawy od Sculpey trzymam w oryginalnych kartonikach. W najmniejszym kartoniku trzymam nowe, nieotwierane jeszcze kostki modeliny, które czekają na swoją kolej.
 
  
W większym pudełku znajdują się napoczęte już kostki, które dodatkowo pakuję w woreczki strunowe, aby zapobiec wysuszaniu.
    

No i moje trzy zestawy Sculpey:
  
  
 Zanim rozpocznę lepienie wkładam rękawiczki. Zawsze mam 3 pary, oddzielne do kolorów jasnych, ciemnych oraz do modeliny rozcieńczanej softerem.
 
   
Większość swoich prac wykonuję na samoregenerującej się macie A3 do precyzyjnego cięcia. Prawdą jest jednak, że dodatek "samoregenerująca" to pic na wodę. Moja pierwsza i jedyna ryska nie zagoiła się do dziś. 
  
  
Foremki silikonowe były moimi pierwszymi narzędziami. Ci, którzy są ze mną od początku wiedzą, że moje pierwsze prace z modeliny nie wychodziły w 100% spod moich rączek. Foremki zamawiałam z zagranicy, co najmniej 5 sztuk otrzymałam w gratisie, a raz nawet otrzymałam 6 foremek od MiniatureSweet całkiem za darmo za umieszczenie video na youtube. Później sama kupowałam silikon i samodzielnie robiłam foremki (wszystkie szare są własnej roboty). Nie przerażajcie się tak xD W chwili obecnej używam tylko trzech foremek do podstaw babeczek, a wszystkie pozostałe bardzo sporadycznie, w przypadku otrzymania konkretnego zamówienia na wzór, który wyszedł z foremki. Pokazując swoje prace na blogu staram się zawsze pisać co ulepione ręcznie a co wyszło spod foremki.
     
  
Wykrawaczki bardzo ułatwiają pracę, ja niestety posiadam tylko podstawowe kształty. Z innymi kształtami radzę sobie w TEN sposób. Malutkie wykrawaczki, które otrzymałam w gratisie z USA okazały się bublem. Nie wykrawają, bo nie mają ostrych krawędzi, mogą nadać się jedynie jako stemple, a resztę roboty trzeba wykonać samemu skalpelem.
     
         
[Edit 14.01.2014] Od niedawna posiadam również zestaw wykrawaczek od Fimo.
   
    
[Edit 21.01.2014] Takie starocie wygrzebałam niedawno w kuchni z pudła z wykrawaczkami. W latach 90-tych mama kupowała mi czasopismo "Kubuś Puchatek" i w jednym z numerów dołączony był taki Kubuś do ciastek. Niestety mama wykorzystała go tylko raz. Foremka jest plastikowa i sztywna a wyciągnięcie z niej ciasta wiążę się ze zniekształceniem. Przygarnęłam więc do siebie, pomimo iż mam podobny problem z modeliną. Foremkę obsypuję mąką, a po umieszczeniu w niej modeliny zamrażam. Żeby modelinę wycisnąć muszę podwadzać z kilku stron, ale ostatecznie udało mi się wykonać aż 2 (!) ciasteczka, które ozdobią ramki :)
 

[Edit 21.01.2014] Wykrawaczki ze stemplami z Chin. Do biżuterii się nie nadają, bo są duże, ale kupiłam je z myślą o ramkach. Trochę szkoda mi wydanych pieniędzy. Są plastikowe i nie mają ostrych brzegów, przez co nie wykrawają dobrze i muszę docinać skalpelem, a stemple tak mocno wklejają się w modelinę, że ich odklejenie wiąże się z odkształceniem wyrobu. Podobnie jak wyżej muszę mocno obsypać mąką i przymrażać masę przez odklejeniem. Jakby ktoś był nimi zainteresowany, może kupić je TU i TU.
   
  
Mój najnowszy nabytek - stemple. Kiedy na początku sierpnia zobaczyłam szkolną ofertę biedronki, a w niej stempelki dla dzieci od razu olśniło mnie, że świetnie nadadzą się do urozmaicenia modelinowych ciasteczek. Okazało się, że większość zestawów są typowo dla dzieci, ale jeden - z motylkami od razu przypadł mi do gustu. A z myślą o świętach dokupiłam sobie stempelki świąteczne w olsztyneckim sklepie z zabawkami.

     
Mam jeszcze takie stempelki. Zbieram dosłownie wszystko co może się przydać. W tym najzwyklejsze charmsy, których zapomniałam sfotografować.
   

Zobaczcie co sprawił mi mój Ciapałek! Potrafi być kochany, kiedy za coś przeprasza :) Świetny zestaw literek i cyferek co odciskania!


No i moje recyklingowe stempelki. Miałam dwie stare pieczątki z nieaktualnym e-mailem i telefonem. Pocięłam na kawałeczki i powstały takie maciupeńkie stempelki. Niestety nie może powstać z tego zbyt wiele kombinacji słów, bo nie posiadam całego alfabetu.


[Edit 31.01.2014] Poniższe proszki metaliczne są świetne do tworzenia biżuterii imitowanej na metal :)
 
 
Moje najlepsze plastikowe narzędzia, które kupiłam za śmieszne pieniądze. Nie pamiętam ile dokładnie, ale na pewno poniżej 10zł :)
 

Mam jeszcze narzędzia od Fimo, których rzadko używam. Są grubsze od tych powyższych i nie zawsze nadają się do miniaturek. Narzędzi od Premo jeszcze nie mam, a też i budżet na ich zakup mi teraz nie pozwala, tym bardziej, że mamy wiele rodzajów (a ja jak mieć to muszę wszystkie:P), ale planuję zasugerować rodzince co mi się marzy na święta :)
   

  
Uwielbiam takie chwile, kiedy porządkując dawno nie otwierane szafki odnajduję coś co może się przydać. W tym roku stałam się właścicielką wiekowych narzędzi do paznokci znalezionych w garażu w szafie z gratami :) Końcówki mają podobne do dłutek, więc od razu je przejęłam zanim rodzice zdążyli wyrzucić.

      
A takie narzędzia znalazłam w domowej apteczce wciśnięte głęboko na górnej półce. Mama jest higienistką stomatologiczną i kupę lat temu przyniosła do domu stare narzędzia dentystyczne, które teraz służą mnie :) 
    

Świetnie przydaje się też dłutko kulkowe, chociaż wiele bym dała, aby kupić sobie cały zestaw z różnymi wielkościami kulek. Często używam również dużych wykałaczek i cyrkla.


Do wałkowania modeliny używam najzwyklejszej świecy. Miałam kiedyś plastikowy wałek i cały obklejał się modeliną. Świeca jest woskowana, dzięki czemu nie łapie tak modeliny i ładnie wałkuje. Minus jedynie taki, że po pewnym czasie mogą pojawiać się dziury, a w przypadku zbyt energicznego wałkowania (np. przy pracy nad efektem ombre) szybko się łamie.

 
A to cudeńko otrzymałam dzisiaj! Post miałam przygotowany już tydzień temu, ale oczekiwanie na zamówioną maszynkę do makaronu wstrzymało mnie przed publikacją. Jeszcze niedawno jej posiadanie wydawało mi się zbędne, sądziłam, że byłby to bezsensowny wydatek, bo wszystko można rozwałkować ręcznie. Ależ się myliłam! Na początku zeszłego tygodnia robiłam swoje pierwsze ombre. Rozwałkowaną modelinę musiałam kilkadziesiąt razy składać na pół i wałkować od nowa. Na kawałek ombre, z którego powstały zaledwie 4 jesienne liście pracowałam ponad godzinę. Zrobiłam trzy serie po 4 listki, w międzyczasie połamałam dwie świece a następnego dnia miałam tak obolałe dłonie, że nie byłam w stanie nawet pomiętosić kawałka modeliny :P Z mamą obleciałyśmy cały Olsztynek, no ale po tym zadupiu nie można zbyt wiele oczekiwać. Oczywiście pozostało mi zamówić przez internet i czekać cały tydzień na paczkę. Mam już za sobą pierwszą próbę wałkowania i jestem zachwycona! Zdecydowanie warte inwestycji :)


    
Do nadawania ciastkowej struktury używam starych szczoteczek do zębów i po tuszach do rzęs.


Pęsety świetnie sprawdzają się do układania malutkich ozdóbek na silikon.


Nie mam pojęcia jak nazywają się te narzędzia, ale są świetne do ciachania modeliny na równe kawałki.


Zestaw skalpeli z końcówkami. Niestety mój ulubiony skalpel połamał się rok temu.


Ten nożyk znalazłam na... placu zabaw! Leżał z wysuniętym ostrzem, dacie wiarę? Przywłaszczyłam sobie, a szczęście takie, że mogę do niego dokupić ostrza, kiedy te obecne się już stępią :)
 

[Edit 14.01.2014] Od kilku miesięcy jestem również posiadaczką nożyków wygranych w konkursie.
  
 
Praska do modeliny to istny bubel, a wyciśnięcie nią choćby małego paseczka to udręka. Pieniądze wydane w błoto.


Zamiast niej używam zwykłych tylek do kremu. Ta beżowa z małą gwiazdką służy mi do modeliny. Pozostałe do silikonu. Mam ich znacznie więcej, ale leżą w garażu, gdzie zawsze bawię się silikonem. Niedługo do kolekcji dojdą... zakrętki od kechupu, które mają ładne, gwiazdkowe zakończenia :) Folijki, które widzicie na zdjęciu to rękawy do kremu.


Silikon, którego najczęściej używam do robienia kremu jest z firmy Tytan. Ten obok jest silikonem brązowym i kupiłam go tylko dlatego, że nie było w sklepie brązowego Tytana.
  
  
[Edit 14.01.2014] Kiedyś byłam również posiadaczką sztucznego Whipped Cream. Możecie o nim poczytać TU.

 
[Edit 14.01.2014] W Kreatywnym Straganie kupiłam sobie również inny sztuczny krem. Opinia o nim dopiero, kiedy go dokładnie przetestuję.
  
   
Do cieniowania modelinowych ciasteczek służą mi pastele w odcieniach brązu.
   
  
Ozdóbki, których prawie nie używam. Bulion kupowałam dawno temu, natomiast pałeczki, które pocięłam na plasterki dostawałam w gratisie przy zakupach na etsy. Na zdjęciach widzicie tylko jedną moją perełkę - sztuczne kostki lodu, które sprowadziłam z Hong Kongu.
    


Lakiery od Scupey w wersji gloss, czyli mocno błyszczącej i mojej ulubionej - satynowej, która nie świeci się jak psu jajca. Oba są idealne do zabezpieczania wyrobów przed zabrudzeniami.
 

Softener kupiłam ze dwa lata temu i jeszcze nie zużyłam. Czemu? Otóż wystarczy kropelka, żeby modelina stała się bardziej miękka. O kropelkę za dużo i już mamy niewyrobione ciasto drożdżowe. Używam go tylko wtedy, kiedy zamierzam robić modelinowy krem, rozmiękczam modelinę, aby łatwiej wycisnąć przez tylkę. Ponadto zauważyłam, że patyczek higieniczny zamoczony w softenerze świetnie czyści niewypieczoną jeszcze modelinę z zabrudzeń. Specyfik jest strasznie tłusty, sami widzicie jak przetłuszczona jest etykietka :)
   
  
Moje liquidy. Etykietki nie są już w najlepszym stanie, szybko się zdzierają. Pierwsze dwa to kleje Bake&Bond, którymi możemy sklejać niewypieczone jeszcze elementy bez dociskania, które zniekształca modelinę. Trzecia buteleczka to liquid od Sculpey, którego używam do polew i kawy, natomiast Fimo Liquid dający lepszy efekt przeźroczystości stosuję do robienia herbatek.

    
Najlepszym klejem z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia jest dwuskładnikowy Poxipol. Używam go do sklejania wypieczonych modelinowych elementów, ceramiki i półfabrykatów. Klej Magic jest idealny do kaboszonów i podklejania materiałów do tylnej części sutaszu. Klej uniwersalny stosuję w cięższych przypadkach sutaszu np. przy podklejaniu sztywniejszej skórki. Ośmiorniczka natomiast leży nieużywana, kupiłam na próbę i okazała się słaba.
  

Moje narzędzia jubilerskie. Na początku były to narzędzia budowlane z garażu taty, duże i ciężkie. Z czasem zaczęłam zaopatrywać się w bardziej precyzyjne przyrządy.


W pudełku z przegródkami przechowuję modelinowe wyroby, które nie doczekały się jeszcze wykończenia oraz najważniejsze półfabrykaty, które muszę mieć zawsze pod ręką.


Resztę półfabrykatów trzymam w kartonie. Kiedyś to był tylko woreczek bigli i ogniwek. Teraz cały karton z przeróżnymi półfabrykatami w różnych kolorach:

 
A oprócz tego mam dwie 100 metrowe szpule łańcuszka, jedna już powoli się kończy.


W mniejszym kartoniku trzymam koraliki i chyba muszę pomyśleć nad większym, bo powoli zaczynają się wysypywać. Nie znalazłam póki co lepszego sposobu na przechowywanie. Mam posegregowane na perełki, akryle, plastiki, muszle, masę perłową, crackle, cloisoinne, drewniane i inne, a te jeszcze dodatkowo posortowane rozmiarami i kolorami. Nie wygląda zbyt estetycznie, ale przynajmniej nie gubię się :)
   
 
Wstążeczki trzymam w pojemnikach po tic-tacach :)
  

A tak przechowuję materiały do sutaszu. Wiem, wiem, jest bałagan, ale najważniejsze, że wiem, gdzie czego szukać. W większej przegródce trzymam sznurki i kamienie szlachetne, w mniejszych igły, nici, guziki i kaboszony.
  

[Edit 14.01.2014] Do organizacji pracy przy sutaszu służy mi taki oto organizator:
  
 
Jest jeszcze jedno pudło.
 
 
A w nim filc do podklejania sutaszu...
  

... próbki materiałów, które kiedyś być może do czegoś się przydadzą...
 

... i duuuużo muliny, ponad 200 motek. Miałam jeszcze całe opakowanie białej, którą oddałam mamie do Richelieu.


Pamiętajcie, aby nigdy nie wyrzucać resztek muliny! Możemy z nich wykonać fajną bransoletkę z frędzlami.

   
Baz do kolczyków, naszyjników i breloków decoupage nigdy nie może zabraknąć! W chwili obecnej mam ich trochę ponad 300 szt.
 

Czasami w mojej "pracowni" zagoszczą inne bazy. Niedawno przyszły do mnie podstawki pod kubek, które już niedługo ozdobię :)
 

Ten lakier okazał się strzałem w dziesiątkę. W przeciągu prawie 4 lat prób z dekupażem przez moje ręce przewijało się wiele lakierów. Rok temu wpadł do mnie wujek z próbką eko-akrylaka i końcówką Domaluxa, z tekstem "Ewelina, ty zawsze siedzisz w tych swoich pierdółkach to nie będę wyrzucał, przywiozłem tobie" :D I o ile Domalux okazał się klapą, bo odbarwiał czerwony kolor tak eko-akrylak okazał się najlepszym lakierem z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia, więc po zużyciu próbki sprawiłam sobie duże opakowanie. Bezzapachowy, gęsty, szybkoschnący, pięknie błyszczy i jest bardzo trwały. A przede wszystkim - mam go pod nosem, dostanę w każdym sklepie budowlanym w Olsztynku, nie muszę sprowadzać przez internet.
 
 
Kolejny bubel w moich rękach. Specyfik do dekupażu na tkaninie. Trzykrotnie próbowałam podążając za instrukcją na opakowaniu, korzystałam z informacji zawartych w internecie (są różne sposoby na dekupaż na tkaninie) i za każdym razem serwetka schodziła z tkaniny. Wiecie jak wałkuje się mokra chusteczka higieniczna? Tak właśnie spierała się grafika z materiału, a ponoć decoupage na tkaninie można swobodnie prać.
 

Porpolina została mi jeszcze z czasów sraczki na spękania. Miałam wtedy dwuskładnikowy crackle, ale szybko się go pozbyłam. Teraz wcieram ją czasem w modelinowe wyroby, żeby nadać bardziej perłowego odcienia.
 
 
A na koniec moje farby. Na obu zdjęciach mamy farby akrylowe, które idealnie nadają się do barwienia silikonu i liquidu. Z tym, że te z pierwszego zdjęcia nadają się również do malowania tkaniń. Wystarczy tylko namalowane dzieło przeprasować przez papier do pieczenia i mamy oryginalne ubranko, które bez obaw możemy prać :)
 


[Edit 14.01.2014] Teraz o prezentacji prac na blogu. Do fotografowania kolczyków i większych naszyjników służy mi taki oto ekspozytor:
  
   
[Edit 14.01.2014] Do mniejszych naszyjników:
  


Post będzie edytowany za każdym razem, gdy moja kolekcja powiększy się o coś nowego. Wkrótce tuż pod nagłówkiem pojawi się zakładka, w której będziecie mieli szybki dostęp do wszystkich postów dotyczących ręcznych robótek. 

PS. Jak wyświetla Wam się tytuł posta? Mieści się w drewienku czy wychodzi poza? A może przeskakuje na dwie linijki? Pytam, bo staram się dostosować szablon do wszystkich komputerów, a na 3 komputery w domu i jeden telewizor z internetem tylko na moim prywatnym laptopie szablon się nie rozłazi -.-