sobota, 1 lipca 2017

Denko: czerwiec 2017

Ten post publikuje się z automatu. Pisałam go na bieżąco przez cały miesiąc a fotografowałam dwa dni temu. Dziś przeprowadzam się ze stancji do nowo wynajętego mieszkania. Nie wiem kiedy będę miała podłączony internet, dlatego zaplanowałam kilka postów wprzód coby tu pustką nie wiało :) Wybaczcie, jeżeli w związku z tym Wasze komentarze zostaną zaakceptowane nieco później niż zwykle. W tym miesiącu byłam bardzo zdeterminowana do zużywania kończących się produktów. Zawsze to mniej rzeczy do przeprowadzki :) Zapraszam na czerwcowe denko.
   

Każdemu produktowi przy pomocy kolorowych czcionek zostanie przypisana kategoria: Kupię ponownieZastanowię się nad ponownym zakupem oraz Nie kupię ponownie wraz z krótkim uzasadnieniem. Część z tych produktów za jakiś czas doczeka się pełnych recenzji na łamach bloga w oddzielnych postach. 
   
   
Ochronny krem do twarzy Pose: miałam do niego bardzo mieszane uczucia i nie przekonał mnie do siebie. Dobrze nawilżał, ale nic poza tym. W dodatku pozostawiał na twarzy tłustą warstwę, więc nadawał się jedynie jako krem na na noc.
    
Nawilżający krem na dzień Ahava: znakomity, lekki, głęboko nawilżający. Pięknie pachnie i pozostawia ładne wykończenie twarzy, jakby lekko matowe.
 
Mój krem No 11 do cery mieszanej i tłustej z rozszerzonymi porami Fitomed: po jednej próbce i dwóch zastosowaniach ciężko ocenić działanie. Jedyne co mogę na ten moment o tym kremie powiedzieć to tyle, że nie pachnie najlepiej. Być może kupię dla Bartka, który zmaga się z ogromnymi, rozszerzonymi porami na nosie.
     
Mój krem No 5 do cery suchej i dojrzałej Fitomed: podobnie jak wyżej. Po jednej próbce mogę jedynie stwierdzić, że mnie nie uczulił.
     
       
Płyn micelarny do demakijażu BalneoKosmetyki: dobrze domywał, ale niestety powodował pieczenie oczu, dlatego nie kupię go ponownie. Biorę się za drugą butelkę tego płynu a potem albo wracam do Garniera, albo testuję coś nowego.
   
Delikatna pianka do mycia twarzy Baikal Herbals: Używałam ją ponad 5 miesięcy! Z czego początkowo rano i wieczorem, dopiero ostatnie półtora miesiąca tylko rano. Jest super delikatna, nie uczula, pięknie pachnie. To mój tegoroczny hicior, do którego będę wracać.
       
     
Maseczka nawadniająca water lily 365 Daily Mask Beauty Buffet: maseczki z tej serii w ogóle nie przypadły mi do gustu. Podobnie i w przypadku tej. Maseczka miała być nawadniająca, jednak esencja, w której była nasączona miała tłustą, olejową formułę. Po zdjęciu skóra była tak nieprzyjemnie tłusta, że była to pierwsza maseczka z serii, której esencję zamiast wklepać w skórę zmywałam z twarzy.
   
Maseczka rozjaśniająca black pearl 365 Daily Mask Beauty Buffet: tą maseczkę z serii zostawiłam sobie jako ostatnią, bo po Black Pearl oczekiwałam lepszych wrażeń zapachowych. Niestety i ta maska śmierdziała jak wszystkie poprzednie, do złudzenia przypominając maski Mariona. W dodatku nieprzyjemnie chłodziła. Ściągając ją po 20 minutach odczułam ulgę, że to ostatnia tajwańska maseczka w kolekcji.
  
Maseczka nawilżająco-kojąca Garnier Moisture + Comfort: bardzo mocno nasączona, znakomicie nawilżyła moją skórę. Esencja, która pozostała w płacie i w opakowaniu wystarczyła później na wsmarowanie w całe ciało. 
   
Maseczka nawilżająco-wygładzająca Garnier Moisture + Aqua Bomb: nie mogę powiedzieć, że była masakrycznie zła, niemniej nie odpowiadała mi jej lepka esencja, która długo się wchłaniała. Nawilżenie zdecydowanie na niższym poziomie niż maseczka różowa, a wykończenie matowe z delikatnym, zdrowym blaskiem. 
    
Maseczka nawilżająco-odświeżająca Garnier Moisture + Freshness: przyjemna, dobrze nawilża a przy okazji pozostawia skórę zmatowioną. Pięknie, odświeżająco pachnie.
    
            
Maseczka antyoksydacyjna Fitomed: dla miłośników prewencji przeciwstarzeniowej oraz fanów glinek. Matuje, zwęża pory a przy okazji zwalcza wolne rodniki. 
   
Oczyszczająca maska węglowa do cery suchej i wrażliwej Carbo Detox Bielenda: mam do niej mieszane uczucia. Nie zaobserwowałam żadnych zmian i działania. Zanim napiszę recenzję zamierzam kupić ją jeszcze, aby się upewnić.
   
Oczyszczająca maska węglowa do cery mieszanej i tłustej Carbo Detox Bielenda: podobnie jak wyżej.
    
Maska nawilżająco-oczyszczająca Multibiomax: ładnie pachnie, nie zapycha, nie wywołuje uczulenia. Spowodowała lekkie pieczenie w okolicach mojego delikatnego nosa. Dobrze nawilża i zwęża pory. Taki przyjemniaczek. Nie wiem czy kupię ponownie, bo...
 
Maska łagodząco-oczyszczająca Multibiomax: ...bo ta działa dokładnie tak samo, a jest delikatniejsza i nie wywołała pieczenia w okolicach nosa.
 
Maska oczyszczająca Pilaten: już raz była bohaterem denka. W końcu zmusiłam się na zużycie ostatniej saszetki i moje zdanie na jej temat jest niezmienne. Już bardziej bolą plastry na nos. Ta maseczka nie przynosi żadnych rezultatów i nie "wyciąga" żadnych zanieczyszczeń.
     
  
Matujący puder ryżowy Mariza: stosuję go już od kilku lat. Dobrze i długotrwale matuje. Chętnie wrócę :)
   
Kredka do brwi Golden Rose: długo mi służyła, ale ostatecznie przerzuciłam się na wysuwane kredki i do temperowanych już nie wrócę.
   
Kredka do oczu z aplikatorem Glazel: nie lubię kredek do oczu. Zdecydowanie bardziej wolę eyelinery w płynie lub w pisaku. Gąbeczka po drugiej stronie kredki wcale nie była miękka, a zamiast rozcierać tarła powiekę. W dodatku od pewnego momentu nie da się jej zatemperować ze względu na kawałek twardszego drewna. Kredka się temperuje a w jednym miejscu wytwarza się ostry, drewniany kolec. 
   
Pomadka Carmex Classic: nie muszę jej nikomu przedstawiać i chyba nikogo nie zdziwi, że kupię ją ponownie. Póki co robię sobie chwilową przerwę, niech usta od niej odwykną i wkrótce do niej wrócę. 
  
Serum regeneracyjne do ust z olejem tamanu Mariza: bardzo fajnie regenerował i nawilżał usta, jednak serum nie nadaje się do bardzo problematycznych ust i obecnie potrzebuję czegoś silniejszego. Zastanowię się nad ponownym zakupem, kiedy przywrócę usta do normalnego stanu.
       
        
Regenerująca maska do włosów Romantic Professional: ulubiona maska od lat. Czasami pojawia się w cenie bodajże 8-10zł w Biedronce za pół litra. Znakomicie wygładza i regeneruje włosy.
   
Szampon do włosów suchych i farbowanych Bania Agafii: szampon do włosów suchych, idealny dla tych, którzy chcą je wysuszyć jeszcze bardziej. Miałam wrażenie, że szampon wręcz wypala moje włosy. Zbijały się w okropne strąki. Bez dobrej odżywki ani rusz.
            
               
Żel pod prysznic bergamotka&zielona herbata Apple&Bears: Miałam przyjemność przetestować drugi żel pod prysznic tej marki. Zapach nie był już tak zachwycający jak granat z aloesem, aczkolwiek nie był zły. Nadal uważam, że 150zł za żel pod prysznic to za drogo, dlatego nigdy się na niego nie skuszę.
     
Krem do stóp wygładzający z aloesem i mocznikiem Mariza: pełna recenzja - KLIK. Zmiękczał, wygładzał i odświeżał. Dla mnie spoko, za to dla narzeczonego ulubieniec :D
   
Intensywnie regenerujący krem z przypołudnika Dr. Hauschka Med: wszystkie próbki razem dały mi łącznie 13,5ml produktu, więc dobrze mogłam sobie go przetestować. Stosowałam na skórę dłoni, dotkniętych egzemą. Krem bardzo ładnie wygładzał i świetnie nawilżał. Początkowo nie widziałam działania na świąd, ale przy regularnym stosowaniu zaczął działać.Nie wiem czy kupię ponownie bo...
   
Balsam do ciała z przypołudnika Dr. Hauschka Med: ...bo ten balsam przypadł mi do gustu bardziej niż powyższy krem ze względu na rzadszą, przyjemniejszą konsystencję. Działanie i zapach praktycznie to samo. 4 próbki = 20ml testowania. Wygładza, znakomicie nawilża i przy regularnym stosowaniu pomógł mojej egzemowej zmianie. Była wygładzona i nie pojawiały się swędzące pęcherzyki. Niestety pęcherze i pieczenie wróciły po wydenkowaniu próbek i powróceniu do zwykłego kremu do rąk.
            
          
Woda toaletowa Avon Pur Blanca Blossom: bardzo długo była moją absolutną miłością. Nawet kiedy parę lat temu wyszła ze sprzedaży udało mi się wyszukać gdzieś używaną z niewielkim zużyciem i zapłaciłam za nią więcej niż za nową :) Bardzo ją oszczędzałam, ale w końcu się skończyła. Nie kupię ponownie, bo zwyczajnie nigdzie nie można jej już kupić. Poza tym zapach już nieco mi się przejadł. W końcu pachniałam tak od pierwszej LO, czyli już 8 lat.
   
Antyperspirant w sztyfcie Rexona Maximum Protection: ulubiony od lat. Intensywnie chroni przed potem i nieprzyjemnym zapachem. Nie używam codziennie, aby nie przyzwyczaić do niego paszek (zresztą jest trochę drogi jak na antyperspirant). Jest moim ulubieńcem na ważne wyjścia, egzaminy i upalne lato. 
       
Antyperspirant w spray'u Rexona invisible pure: również mój ulubieniec, choć antyperspiranty w spray'u stosuję rzadko. Lubię go za to, że nie pozostawia plam na odzieży.
        

Pasta do zębów Colgate Sensitive Pro-Relief: bardzo lubię tę pastę na nadwrażliwość. Oprócz szczotkowania można ją wmasowywać palcem w nadwrażliwe miejsce. W ten sposób szybko przynosi ulgę.
   
Wybielająca pasta do zębów BlanX Sbiancante: nie liczyłam na śnieżnobiały uśmiech, ale spodziewałam się, że pasta pomoże mi się uporać z osadem pozostawionym przez kawę. Gdzie tam! Pasta nie zrobiła nic, zupełnie nic! Nie kupię ponownie, chyba, że inną wersję.
    
Płyn do płukania jamy ustnej Listerine Stay White: strasznie mocny i alkoholowy. Przemęczyliśmy i wracamy do wersji Zero. 
   
Płatki kosmetyczne Velvet: powtarzam się prawie co miesiąc. Moje ulubione obok biedronkowych :)
   
Krem do depilacji Auchan: odkryłam go w zeszłym roku. Niedrogi a działa identycznie jak krem Joanna. 
    
♥  
  

Znacie/używacie któreś z wymienionych wyżej produktów?
Koniecznie podzielcie się swoimi zużyciami czerwca!
  
Pozdrawiam,

20 komentarzy:

  1. Świetnie Ci poszło. Gratuluję produktów saszetkowych. U mnie pełno się takich wala po szafkach, ale nie mam motywacji żeby je stosować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja uwielbiam stosować saszetkowe produkty! Jakby mnie było stać to codzienne leciałabym z maseczkami :D

      Usuń
  2. Ciekawe denko, krem pose bardzo lubiłam, a płyn micelarny balneo ma jak dla mnie piękny zapach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaką wersję Pose miałaś?
      Fakt, Balneo ładnie pachnie, ale ja jestem zwolenniczką bezzapachowych formuł, które są pozbawione zapachowych alergenów :)

      Usuń
  3. U mnie maski z Garniera się nie spisały, zaś piankę od Baikal bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pianka jest super! Miałam ją kupić, ale tym razem wybrałam inną piankę do testów :)

      Usuń
  4. Faktycznie sporo udało Ci się zużyć :) Ja też mam swój ulubiony zapach z avonu, na szczęście jest ciągle dostępny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co widziałam w katalogu sporo jest jeszcze zapachów, które pamiętam sprzed 10-12 lat :)

      Usuń
  5. Spore zużycia gratuluje!
    Ciekawią mnie te tajwańskie maski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Broń Cię Boże przed tymi maseczkami :P

      Usuń
  6. Ja lubię intensywny zapach płynu Balneo ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie pachnie, ale wolałabym, żeby nie miał w sobie aż tyle kompozycji zapachowych. Mnie to zwykle uczula.

      Usuń
  7. Jakie duże maseczkowe zużycia :o <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duże? Chętnie stosowałabym ich więcej, ale za droga sprawa. W każdym razie uwielbiam maseczki! :)

      Usuń
  8. Mi jedynie różowa maska Garniera podpasowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że różowa była najlepsza z całej trójki :) Ale i zielona nie była zła.

      Usuń
  9. Jeżeli masz oporne na wybielanie zęby tak jak ja to pasta nic nie pomoże...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano mam oporne, niemniej z osadem powinna sobie poradzić

      Usuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.