wtorek, 6 czerwca 2017

Moja codzienna pielęgnacja twarzy

Mało co daje mi tyle frajdy co moje codzienne, pielęgnacyjne rytuały. Dziś nie wyobrażam sobie dnia bez dokładnego umycia twarzy i kolejnych kroków pielęgnacyjnych. A kiedy wracam do domu z niecierpliwością wyczekuję wieczora, kiedy zamknę się w łazience sam na sam z koszykiem ulubionych kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Pomyśleć, że jeszcze parę lat temu makijaż zmywałam (o zgrozo!) wodą z mydłem, rano natomiast jedynie ją przepłukiwałam i na tym kończyła się moja wieczorna i poranna rutyna. Nie będę ukrywać, że dużego kopa w kierunku dbania o moją cerę dał mi blog. Im więcej poświęcam mu czasu pod kątem kosmetycznym, tym bardziej świadoma staję się w doborze odpowiednich kosmetyków do mojej cery i tym większą przyjemność mi to sprawia.
      
              
Moja cera jest zmienna, dlatego kosmetyki często się u mnie zmieniają, w zależności od jej aktualnych potrzeb. Zazwyczaj określam ją jako mieszaną: ładna na policzkach i skroniach, łagodnie przetłuszczająca się w strefie T, z pojawiającymi się co jakiś czas wypryskami. Od czasu do czasu zdarza jej się przybierać formę typowo tłustą i trądzikową. Innym razem zaskakuje przesuszeniami. Czasami wygląda tak perfekcyjnie, że mogę swobodnie śmigać bez makijażu a parę dni później jest szara, zmęczona i nawet makijaż nie daje rady w przywróceniu jej zdrowego blasku. Jakby tego było mało, pod oczami skóra jest cienka i naczynkowa. Niezłe kombo, co nie? :) Zapraszam Was na moją aktualną majowo-czerwcową pielęgnację twarzy!
         

DEMAKIJAŻ
            
       
Pierwszy etap wieczornej pielęgnacji to demakijaż, który wykonuję zawsze płynem micelarnym. Zazwyczaj jest to Garnier w wersji do skóry wrażliwej, który nigdy mnie nie zawiódł. Obecnie stosuję płyn micelarny z wyciągiem z kaktusa BalneoKosmetyki i wiem, że nie będzie to płyn, do którego będę wracać. Jest mocno perfumowany i jeżeli w zbyt dużej ilości dostanie się do oczu wywołuje pieczenie. Natomiast makijaż zmywa w porządku. Do demakijażu oczu wystarczą mi dwa płatki kosmetyczne nasączone płynem. W szkole na kierunku kosmetyka nauczyłam się technik domywania makijażu i nie ma opcji, żebym następnego dnia miała obudzić się z pandzią pod oczami ;) Kolejnym, trzecim płatkiem zmywam makijaż z powierzchni twarzy i przechodzę do kolejnego etapu oczyszczania.
            
           
OCZYSZCZANIE TWARZY
       

Do oczyszczania skóry twarzy stosuję dwa różne produkty. Delikatna pianka Baikal Herbals służy mi do mycia twarzy każdego ranka, po przebudzeniu (pełna recenzja - klik). Cudownie odświeża buzię, bez uczucia ściągnięcia. Do domywania pozostałości makijażu, z którymi nie poradził sobie wcześniej micel stosuję wieczorem żel do mycia twarzy z luffą marki -417. Ładnie pachnie, dobrze domywa i zawiera niewielką, wręcz znikomą ilość złuszczających drobinek. Oba produkty bardzo lubię i chętnie będę do nich wracać.
    
         
PEELING
     
                 
Skórę twarzy złuszczam co najmniej raz w tygodniu. Peeling jest elementem coniedzielnego rytuału pielęgnacyjnego, przed nałożeniem maski w płachcie; natomiast w razie potrzeb stosuję go częściej. Od dłuższego czasu nie rozstaje się z aloesowo-granatowym drobnoziarnistym scrubem od Petal Fresh Botanicals z serii Age Defying. To jeden z moich ulubionych peelingów spośród wszystkich dotychczas przetestowanych. Zawiera całe mnóstwo naturalnych drobinek złuszczających, znakomicie oczyszcza skórę i ma całkiem dobry skład. Skrobię już powolutku jego recenzję dla Was.
     
     
TONIZOWANIE
          
         
Niezwykle ważny element pielęgnacji, co wbiła mi do głowy 2 lata temu nauczycielka-kosmetyczka podczas zajęć z kosmetyki pielęgnacyjnej i upiększającej twarzy, szyi i dekoltu. Lekko kwaśne pH skóry kłóci się z zasadową wodą, dlatego też nauczycielka szczególnie uczulała nas, abyśmy stosowały tonik po każdym kontakcie z wodą. Weszło mi to w nawyk. Obecnie stosuję tonik Wiesiołkowy od Naturalis. Przelałam go sobie do buteleczki z atomizerem i spryskuję nim twarz zawsze po etapie oczyszczania lub złuszczania skóry. Po przywróceniu naturalnego pH skórze dodatkowo spryskuję ją płynem lawendowym Fitomed, który świetnie odświeża zmęczoną cerę. Jego aplikację często powtarzam w ciągu dnia, ponieważ płyn można stosować również do odświeżania makijażu. Warto tylko wspomnieć, że mgiełka nie może zastąpić toniku.
    
    
MASECZKI SPŁUKIWANE
       

Choć balsamowi tlenowemu Faberlic w tej widocznej na zdjęciu, niedużej tubce daleko do maseczek to właśnie z maseczkami zawsze go stosuję. To cudo wklepywane w skórę przed nałożeniem maseczki wspomaga jej działanie dotleniając głębsze warstwy skóry. Obecnie główną rolę w mojej maseczkowej pielęgnacji gra maseczka antyoksydacyjna Fitomed, którą stosuję raz w tygodniu. Dodatkowo raz do dwóch razy w tygodniu używam masek Bania Agafii lub jednorazowych saszetkowych (obecnie w zbiorach MultiBiomask). Po zmyciu maseczek ponownie tonizuję twarz i przechodzę do dalszych etapów pielęgnacji. 
     
     
MASECZKI W PŁACHCIE
    
                
Maseczki w płachcie są ostatnio modne za sprawą książki Sekrety Urody Koreanek. Ja również przepadłam i bardzo lubię tę formę pielęgnacji, jednak stosuję ją tylko raz w tygodniu po peelingu. Przyczyną jest fakt, że zdecydowana większość masek w płachcie (w moich zbiorach wyjątkiem jest jedynie maseczka hydrożelowa Bielendy) zawierają w składzie Propylene Glycol lub Butylene Glycol i to w dość sporym stężeniu. Uważam, że przy składnikach podejrzanych o tak szkodliwe działanie lepiej zachować umiar, ale i też bez popadania w paranoję. Na obecną chwilę mam już spory zapas maseczek, które przy konsekwentnym trzymaniu się zasady "raz w tygodniu" wystarczą mi na 4 miesiące. Spostrzeżenia o stosowanych maseczkach spisuję na bieżąco i będę je publikować w zbiorowych postach.
Po zdjęciu maseczki wklepuję jeszcze resztę esencji w skórę twarzy i na tym kończę wieczorną, niedzielną pielęgnację. Esencji pozwalam działać przez noc.
     
           
SERUM
     
Bardzo lubię stosować sera, ze względu na wysoką zawartość składników aktywnych. Sera są mocno skoncentrowane i oddziałowują na skórę mocniej niż kremy. Na dzień stosuję serum Hydro Effect marki Lavera, którego zadaniem jest dogłębne nawilżanie i ochrona przed szkodliwym działaniem zanieczyszczeń środowiska. Wieczorem wklepuję kroplę Ha3+ Lifetime Serum od Murier, który działa nawilżająco, regenerująco i odmładzająco. 
           
          
KREM POD OCZY
      
   
Kremy pod oczy również stosuję dwa. Z racji często nawracającej egzemy na mojej górnej, lewej powiece zmuszona byłam wydzielić sobie oddzielny kosmetyk na skórę powiek ruchomych i oddzielny pod oczy. Krem Cerkopil dedykowany jest skórze atopowej i stosuję go na górne powieki. Ma cudowne nawilżające i kojące działanie, dlatego nigdy nie podrażnia zaognionego stanu na powiece. Nie nadaje się jednak pod oczy, ponieważ prócz nawilżania, łagodzenia i zmiękczania nic nie robi, a ja skórę pod oczami lubię mieć rozjaśnioną i delikatnie napiętą. To zapewnia mi krem pod oczy z aksamitką wyniosłą od Fitomed (pełna recenzja - klik). 
     
       
KREM DO TWARZ
             
        
Krem do twarzy nałożony tuż po aplikacji serum zatrzymuje składniki tegoż serum w głębokich warstwach skóry. Krem, podobnie jak serum, stosuję nie tylko na twarz, ale też szyję oraz dekolt. Na dzień w twarz wklepuję krem nawilżający Ahava. Jest to już druga moja zużywana miniaturka z pudełka Liferia i bardzo się z nim polubiłam. Pięknie pachnie, nawilża, wygładza i nie świeci się. Na noc męczę już ochronny krem do twarzy Pose. Mam do niego bardzo mieszane uczucia i po kremie wartym prawie 100zł spodziewałabym się znacznie więcej. Dobrze nawilża, ale jednocześnie pozostawia lekko tłustą warstwę. Poza tym nie robi nic. Nie napina, nie wygładza, nic a nic. Czekam już z niecierpliwością aż sięgnie denka.
     
         
PIELĘGNACJA DERMATOLOGICZNA
     
      
Kiedy zaskoczy mnie jakiś nieatrakcyjny wizualnie dziad na twarzy na noc stosuję Benzacne, który jest ze mną od podstawówki i jest dostępny bez recepty. Jeżeli ów dziad przybiera formę ropną pokrywam go na noc maścią ichtiolową (której na zdjęciu nie ma, dziś idę dokupić nowe opakowanie) i przyklejam plasterek. Ichtiol odciąga ropę i jednocześnie działa bakteriostatycznie, a co najlepsze kosztuje jedynie 3zł. Na większe wysypy, zgodnie z zaleceniem dermatologa, mieszam w równych proporcjach Benzacne i Normaclin (dostępny tylko na receptę) i wcieram w miejsca wymagające interwencji. 
           
PIELĘGNACJA UST
           
                  
Na koniec wisienka na torcie, czyli usta. Nie możemy ich pominąć w pielęgnacji całej twarzy. Zaraz po przebudzeniu nawilżam usta jedną z pomadek Mariza i powtarzam to zaraz po powrocie do domu i starciu szminki. Na noc aplikuję cudownie mrowiący Carmex. Dodatkowo raz w tygodniu wykonuję domowej roboty cukrowo-miodowy peeling oraz masuję wargi miękką szczoteczką do zębów.
      
   
    
            
Choć na zdjęciu wydaje się być tego przerażająco dużo to w rzeczywistości pielęgnacja nie pochłania dużo mojego czasu. Poranna wizyta w łazience trwa maksymalnie pięć minut. Nieco dłużej wieczorem, kiedy dochodzi konieczność zmycia makijażu. Najwięcej czasu pochłaniają maseczki (10-30 minut), jednak nie dość, że nie stosuję ich codziennie, to dodatkowo można w międzyczasie czymś się zajmować. 
     
Ostatni rok blogowania nauczył mnie systematyczności i konsekwencji w działaniu pielęgnacyjnym. Nauczyłam się też wnikliwie oceniać stan mojej cery oraz obserwować działanie kosmetyków na nią. Potrafię komunikować się z moją skórą, słucham jej sugestii i szybko orientuję się kiedy coś mi szkodzi. Dobrze jest poznać swoją cerę i wiedzieć co dla niej dobre :)
    
♥  
      
Dajcie znać jak podobał Wam się post oraz jak wygląda Wasz rytuał pielęgnacyjny!
Będę do Was wracać co kilka miesięcy z aktualizacją mojej codziennej pielęgnacji :)

Pozdrawiam,

14 komentarzy:

  1. Właśnie stosuję te same produkty marki Fitomed. Uwielbiam też maść Benzacne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też uwielbiam maski w płachcie i zawsze mam ich spory zapas :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zapasy nie są dobre :( Już sama się o tym przekonałam - sklepy kuszą promocjami, ale zapas na 4 miesiące wystarczy.

      Usuń
  3. Bardzo rozbudowana i przemyślana pielęgnacja. Też chciałabym mieć takie samozaparcie, a w praktyce raz na tydzień użyję kremu a czasami nie zmyję makijażu jak należy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zacznij pisać bloga! Chyba, że już piszesz? ;>
      Niestety wchodząc na Twój profil w ogóle go nie widzę :(

      Usuń
  4. Benzacne i maść ichtiolowa czynią cuda :) Ten zestaw mam w domu też od czasów dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja maść ichtiolową odkryłam 2 lata temu, ale początkowo nie wiedziałam jeszcze jak ją stosować. Z plasterkiem jest niezastąpiona :)

      Usuń
  5. Ojej... a u nas tylko płyn micelarny Garnier, tonik Tołpy i kremy... na jaki akurat mamy ochotę.
    PS Zapraszamy na nasz blog, gdzie trwa rozdanie, w którym można wygrać zestaw kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, zajrzę jak tylko ogarnę egzaminy i sprawy urzędowe :)
      Mam taki chaos, że zaległości blogowe są przeogromne :( Dobrze, że mam kilkanaście postów napisanych "na zapas", bo blog świeciłby pustkami.

      Usuń
  6. Bardzo lubię te maseczki Skin79 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co stosowałam tylko zieloną i była znakomita :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.