sobota, 24 czerwca 2017

3xNIE: kosmetyki, które się nie sprawdziły cz. 2

Dziś będą narzekać proszę państwa :) Tym razem pod lupę biorę 3 kosmetyki do makijażu a właściwie dwa i jedno akcesorium uzupełniające makijaż. Cała trójka nie spełniła moich oczekiwań i to buble, których gorąco nie będę Wam polecać. Wśród nich ponownie dwa produkty, które trafiły w moje ręce dzięki pudełkom subskrypcyjnym. Box'y (w szczególności te stare wyjadacze) lubią zasypywać nas bubelkami - taki wniosek ostatnio wysunęłam. Zapraszam do kolejnej części z serii "3xNIE".
 

      
Makeup Revolution
paleta cieni Essential Mattes
         
      
Pierwsza z moich "lepszych" palet, którą zakupiłam ok. 2 lata temu, kiedy to bardziej zaczął interesować mnie świat kosmetyków i makijaży. Dopiero wtedy odrzuciłam swoje bazarkowe kosmetyki i rozpoczęłam poszukiwanie czegoś lepszego, a jednocześnie niedrogiego z racji ograniczonego jeszcze wówczas budżetu. Zachęcona pozytywnymi opiniami skusiłam się w końcu na tą paletę, a zapłaciłam za nią niecałe 20zł. Boleśnie przekonałam się, że jej jakość niestety trzyma niski poziom moich dotychczasowych bazarowych cieni. Są baaardzo słabo napigmentowane! Nawet podbite bazą pod cienie są ledwo widoczne na powiece. Jeszcze wklepywane płaskim pędzelkiem są jako tako widoczne, natomiast podczas rozcierania zanikają. Ponadto podczas nabierania produktu na pędzelek bardzo pylą i brudzą wszystko wokół. Paletkę jeszcze trzymam, bo brązowym cieniem na mokro uzupełniam delikatnie braki w brwiach, a jasne wcieram pod łuk brwiowy, natomiast jedno jest pewne - nigdy więcej jej nie kupię i nikomu, kto oczekuje dobrej jakości, jej nie polecę.
   
          
Faberlic
cień do powiek w kredce
       
             
Bohater styczniowego ShinyBox'a, czyli cień do powiek w kredce, który został wyceniony na ponad 22zł a do złudzenia przypomina mi kredkowy cień z Bravo z czasów gimnazjalnych. Choć śliwkowy, lekko metaliczny odcień jest ciekawy i dobrze współgra z moją cerą i kolorem oczu to jest bardzo niepraktyczny. Na pierwszy rzut oka doskonale napigmentowany, ale nie zastyga na powiece. Pozostaje kremowy przez co szybko zaczyna znikać z powiek i zbierać się w zagłębieniach. W ogóle nie nadaje się do rozcierania. Nie rozciera się tylko ściera całkowicie. Wymaga dużo pracy i dokładania innych sypkich cieni, aby jakoś to wyglądało. Szkoda na to czasu.
             
           
Neicha
sztuczne rzęsy, model 513
             
     
Kolejny produkt z pierwszego w tym roku ShinyBox'a, czyli rzęsy. Sztywne, plastikowe rzęsy, na równie sztywnym, grubym, plastikowym pasku. Porównałabym je do moich pierwszych w życiu rzęs kupionych na allegro za grosze. Moje oczy nie są w stanie wytrzymać z nimi dłużej niż godzinę. Były trzy próby, ale pasek rzęs jest tak sztywny, że wbija się boleśnie w powiekę i utrudnia w mruganiu. Dodam, że nie jest to wina źle przyklejonych rzęs, bo te kleję już z wprawą i łatwością. Nic jednak nie równa się z miękkimi, wygodnymi rzęsami Ardell, których pasek jest przeźroczysty i bardzo elastyczny. Takie właśnie powinny być rzęsy. Plastikom mówię NIE!
     
   

♥  

Znacie wymienione w poście produkty?
Co o nich myślicie?
Są jakieś kosmetyki, których nie polecacie?
    
Pozdrawiam,

18 komentarzy:

  1. Ja akurat lubię te cienie, właśnie dlatego że są takie delikatne :)
    A tych sztucznych rzęs to nawet nie próbowałam użyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Początkowo też je lubiłam, co nie zmienia faktu, że od początku była zawiedziona jakością :)

      Usuń
  2. Mam kilka palet MUR i może rzeczywiście pigmentacja nie jest powalająca, ale mam do nich słabość i często po nie sięgam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od początku roku nie mogę się zdecydować na zakup kolejnych, ale obiecałam sobie, że dam jeszcze szansę tej firmie.

      Usuń
  3. Nie miałam do czynienia z żadnym z tych kosmetyków na moje szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przy okazji wiesz czego unikać na przyszłość :)

      Usuń
  4. Ja mam paletkę MUR - inną niż Ty, ale bardzo ją lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy nie chodzi przypadkiem o czekoladkę? Marzy mi się jedna taka, ale przez w/w paletkę mam uprzedzenie to tej marki.

      Usuń
  5. Tak się składa, że znam je wszystkie! Odczucia te same. Paletka słabiutka, rzęsy niewygodne, cień rozpływający się :/
    PS. Podpisuję się pod twoimi słowami o bublach w box'ach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i piona! Widzę, że się zgadzamy :D
      Szkoda, że z anonimowego :(

      Usuń
  6. To chyba były jedne z pierwszych palet Makeup Revolution i niestety jakość nie powala. Mam inną wersję kolorystyczną i może na początek przygody z makijażem jest spoko, ale jak już ktoś mocniej w to wejdzie to potrzebuje coś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam tylko paletkę i jest dla mnie wystarczająca ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Paletka cieni jest mi znana oraz cień Faberlic. Paletę kupiłam parę lat temu i stosuję do dziś na co dzień, bo mi taki delikatny efekt pasuje :) Cień w kredce dostałam od koleżanki z sb i też uważam, że jest beznadziejny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajnie, że u Ciebie się sprawdza :)
      Faberlic to porażka nad porażkami, ale za to mam ich balsam tlenowy (też z shiny) i bardzo lubię :)

      Usuń
  9. Kojarzę tylko MUR ale żadnego z tych kosmetyków nie używałam :]

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.