sobota, 6 maja 2017

Denko: kwiecień 2017

Część z Was widziała już wstępny zarys tego denka w połowie kwietnia. Kolejne pustaki dopisuję na bieżąco przez cały miesiąc i dopisując kolejną pozycję przypadkowo zamiast "zapisz" wybrałam "opublikuj". To tak ze zmęczenia, bo noc z piątku na sobotę przed świętami poświęciłam na pisanie postów "na zapas" lub tworzenie ich zarysów. Zorientowałam się dopiero następnego poranka, kiedy szkielet posta zyskał przeszło 100 wyświetleń. Przepraszam Was za ten błąd i na przyszłość będę bardziej uważna.
             

            
Każdemu produktowi przy pomocy kolorowych czcionek zostanie przypisana kategoria: Kupię ponownieZastanowię się nad ponownym zakupem oraz Nie kupię ponownie wraz z krótkim uzasadnieniem. Część z tych produktów za jakiś czas doczeka się pełnych recenzji na łamach bloga w oddzielnych postach. Zapraszam :)
                 
                                
Szampon do włosów długich Palmolive: fajny, tani i wydajny szampon, który lubię stosować jako przerywnik kuracji.

Odżywczy szampon do włosów intensywna regeneracja Bania Agafii: opakowanie szamponu to dobry pomysł na wyjazd. Mi wystarczył na 5 użyć, które były katorgą. Słabo się pieni, puszy i wysusza włosy. Chociaż przed myciem wyczesuję włosy, podczas kontaktu z tym szamponem końcówki zbijają się w kołtuny.

Szampon regeneracja włosów Lab One step 1: próbka nie starczyła na pokrycie całych włosów. Musiałam dokładać inny szampon, więc ciężko odnieść się do jego działania i stwierdzić czy kupię go ponownie. Może kiedyś trafi w moje ręce w pełnej wersji i wtedy konkretniej się wypowiem.
             
                      
Odżywka do włosów łamliwych i z rozdwojonymi końcówkami Marion NaturaSilk: ładnie pachnie, ma lekką, nieobciążającą formułę. Odnosiłam wrażenie, że zmiękczała moje włosy, jednak jakiejś większej regeneracji nie zauważyłam. Być może kupię jeszcze kiedyś, bo krzywdy mi nie wyrządziła. Tymczasem w dalszym ciągu zamierzam szukać swojego psikanego ideału do włosów.
 
Koncentrat przeciw wypadaniu włosów Radical Med: nie, nie i jeszcze raz nie! Wypadanie włosów znacząco zmniejszyło się pod koniec trzymiesięcznej kuracji Biotebalem przy jednoczesnym stosowaniu wcierki Radical, nie wiedziałam jednak co stoi za tą poprawą. Kiedy odstawiłam tabletki nadal stosując koncentrat Radical problem powrócił co dowodzi temu, że wcierka nic nie zdziałała.
 
Eliksir do włosów Orofluido: znakomity! Wygładza włosy i dzięki niemu uzyskiwałam taflę niczym z reklamy. Z przyjemnością kupię pełnowymiarowy produkt.
   
Olej ze słodkich migdałów BioOleo: na czerwono tylko marka, bo ceny wielokrotnie zawyżone. Sam 100% olejek chętnie kupię od innego producenta ze względu na jego różnorodne zastosowanie.
               
                  
Olej z pestek malin Mieszadełko: jestem na tak! Od początku roku poznaję się z olejami i zaczynam doceniać je w codziennej pielęgnacji. Po małym research'u mogę Wam powiedzieć, że Mieszadełko nie zawyża cen i ten olejek jest tani w stosunku do olei innych firm.
 
Olej z orzechów włoskich + zapach Mieszadełko: stosowałam go do włosów i nie przekonywał mnie zapach. Chętnie jeszcze ten olej postosuję, ale bez dodatku kompozycji zapachowych. Cena również nie jest wygórowana w stosunku do innych marek.
 
Olej kokosowy Mieszadełko: sprawdził się jako maska do włosów, dodatek do peelingu oraz, w połączeniu z innymi olejkami, jako balsam do ciała. Podobnie jak z wyżej opisanymi olejami ten od Mieszadełko jest stosunkowo niedrogi w kategorii olejów nierafinowanych.
 
Wosk pszczeli bielony Mieszadełko: nie do końca rozumiem jego przeznaczenie i sporo czasu zajmowało mi rozpuszczenie go. Raczej zbędny dla mnie dodatek.
     
Peeling z pestek malin: to nic innego jak suche pestki malin. Nie jestem zwolenniczką domowych eksperymentów i zabawy w łączenie składników naturalnych oraz tworzenie własnych kosmetyków, natomiast przekonuje mnie niska cena takiego naturalnego peelingu. Być może kiedyś kupię.
                   
                 
Woda termalna z Podhala Termissa: dobra woda termalna powinna zawierać w składzie tylko wodę i azot oraz wyszczególnioną ilość składników mineralnych. Termissa zawiera w składzie zbędną, drażniącą chemię a o minerałach jedynie szumnie się w chwali w opisie nie podając żadnych szczegółów.
           
Płyn micelarny do skóry wrażliwej Garnier: na obecną chwilę mój ulubieniec w demakijażu. Wydajny, dobrze domywa i przede wszystkim nie podrażnia skóry i mojej wrażliwej, egzemowej skóry powiek. Na promocji w Rossmannie zaopatrzyłam się już w dużą butlę 700ml na zapas :)
           
Płatki kosmetyczne Auchan: nie wiem co mnie podkusiło, żeby wrzucić do koszyka właśnie te płatki, chociaż różnica między nimi a innymi na półce była groszowa. Płatki się mechacą i są bardzo cienkie, niewarte przyoszczędzenia pieniędzy.
                 
      
Maska ryżowa przed wielkim wyjściem BANDI Professional: maseczka spokojnie wystarczyła na pokrycie twarzy i dekoltu mojego i narzeczonego. Efekt w porządku: rozjaśniona i nawilżona cera, a pory domknięte. Możliwe, że kiedyś trafi jeszcze w moje ręce.
    
Maseczka do cery trądzikowej Dermaglin: niedroga maseczka, która wystarczyła na dwa użycia. Wygładziła i ściągnęła skórę, wyraźnie zwęziła pory oraz wyciszyła pojedyncze wypryski.
           
Maska kojąco-nawilżająca Skin79 For Angry Cat: dopiero po użyciu tej maski zrozumiałam zachwyt marką Skin79. Buzia po użyciu była tak cudownie odżywiona, dogłębnie nawilżona i przyjemna w dotyku, że zdecydowałam się nie psuć tego makijażem i resztę dnia paradowałam po mieście bez makijażu czując się piękna jednocześnie :) Bardzo, bardzo chętnie kupię ponownie i wypróbuję inne produkty tej marki!
   
Maska Pilaten oczyszczająca pory: zaskórniki, pomimo wcześniejszego rozszerzenia porów, nietknięte, a jedynym efektem jakiego się nabawiłam to pryszcze, które wysypały mnie w ciągu zaledwie kilku godzin i tylko w miejscach "skażonych" wcześniej tym badziewiem.
        
Serum nawilżające arnika górska do cery naczynkowej Fitomed: nawilżenie to jego największa zaleta. Serum błyskawicznie się wchłania i dogłębnie nawilża. Przy regularnym stosowaniu wyraźnie zauważyłam poprawę w stanie mojej cery, dlatego też chętnie do niego wrócę.
         
             
Czekoladowy scrub do ciała Mr. Scrubber: nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek stosowała kosmetyk o tak znakomitym, naturalnym składzie. W dodatku dobry z niego zdzierak. Bardzo na tak.
 
Cukrowy scrub do ciała antycellulitowy Bania Agafii: ilość drobinek zdzierających jest tak znikoma, że bardziej nazwałabym ten produkt żelem. Jeżeli ktoś oczekuje zdzieraka to lepiej ten scrub ominąć szerokim łukiem. Jedynie zapach ma ładny.
     
         
Balsam łagodzący po depilacji Joanna Sensual: próbka dołączana zawsze do kremu do depilacji. Uwielbiam ten balsam nie tylko za właściwości łagodzące, ale i zapach. Jeżeli kiedyś zużyję swoje zapasy próbek (w co wątpię, bo zapasy się tylko zwiększają) to z pewnością kupię.
 
Żel pod prysznic granat&aloes Apple&Bears: bardzo fajny żel o nieziemskim zapachu. Niestety sam skład i zapach nie przekonają mnie do zapłacenia 150zł za pełnowymiarowy produkt.
  
Kremowy płyn do higieny intymnej Ziaja intima: od ponad roku używam tylko tego i nie rozważam zmiany. Jest delikatny, nie podrażnia i nie wysusza pomimo SLS’u w składzie. 
   
♥  
  
Znacie/używacie któreś z wymienionych wyżej produktów?
Koniecznie podzielcie się swoimi zużyciami kwietnia!
  
Pozdrawiam,

24 komentarze:

  1. Gdy zobaczyłam na zdjęciu wcierkę RADCIAL czekałam, aż dojdę do jej recenzji, szkoda, że się nie sprawdziła. A czy stosowałaś może wcierkę JANTAR ? Masz jakieś opinie na ten temat ?
    I oleje <3 ja również zaczynam wprowadzać je do swojej kosmetyczki :D
    Do demakijażu również uwielbiam płyn z Garniera, przetestowałam już tyle różnych, ale ten jest genialny i jak się trafi na promocję to można go zakupić w baaaardzo dobrej cenie :)
    I kurczę, też tyle już się nasłuchałam i naczytałam o tych maskach ze skin79, a jeszcze nie próbowałam, chyba w końcu nadeszła ta pora !

    Sporo tych wszystkich produktów, ale miło poczytać co się sprawdziło, a co nie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie wiem na temat wcierek Jantara, ale wydaje mi się, że to jeden grzyb :D

      Tą maseczkę skin79 angry cat polecam z całego serca! Efekt miodzio :)

      Usuń
  2. Bardzo fajna kolekcja olejków, ciesze się, że się u Ciebie sprawdziły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jeszcze drugą porcję tych samych olejów do wykorzystania na najbliższy miesiąc/dwa, ale już mnie korci, żeby coś nowego wypróbować :)

      Usuń
  3. Polecam olej z migdałów od Naturium :) Cena znacznie lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Zapamiętam sobie na przyszłość :) Póki co mam jeszcze drugą buteleczkę BioOleo, ale czas już się rozglądać za jakimś zamiennikiem :)

      Usuń
  4. Z fajnych psikadeł polecam Icevede *-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo marka mi nieznana :) Dzięki za info! Jak wykończę wszystkie psikane odżywki z kolekcji to się rozejrzę za Twoją propozycją :)

      Usuń
  5. Widziałam wtedy to denko ale domyśliłam się, że publiknęło ci się przez przypadek :D Widzę, że sporo pozycji do niego doszło w tym czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy to bodajże tylko 6, czy 8 produktów miałam wydenkowanych, ale i tak wstyd z przypadkową publikacją był :)

      Usuń
  6. Nie przejmuj się, takie sytuacje się zdarzają. Nie raz widziałam niepełne posty na blogach :))
    A próbowałaś innych azjatyckich masek? W Sephorze są Tony Moly, tylko zastanawiam się czy warte takich pieniędzy...
    Pozdrawiam, Anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam oj tam, nie przejmuję się, chociaż głupio wyszło :D
      Jedynie jedną maskę Mizona (parę recenzji wstecz). Tony Moly znam tylko ze słyszenia, ale z pewnością poznam je kiedyś bliżej i dam znać tu na blogu jak się sprawdziły :)

      Usuń
  7. Uogromne denko :D Też lubię micel Garniera ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uoo tak, jak zwykle się nazbierało :)

      Usuń
  8. Z odżywek bez spłukiwania polecam Schwarzkopf gliss kur fiber therapy. Ja byłam zadowolona.
    O wodzie termalnej myślę to samo. Skład jest przesadzony.
    A słynny płyn Garniera jest i moim ulubieńcem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie używam od kilku dni tej odżywki :D

      Usuń
  9. Właśnie usiłuję się przekonać do stosowania olei. Tyle dobroci o nich można przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niechętnie podchodziłam do olei a jak spróbowałam to przepadłam ^^

      Usuń
  10. Płyn Garniera najlepszy *.*

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś notorycznie kupowałam te płatki z Auchan i byłam z nich zadowolona. Obecnie jednak przerzuciłam się na Biedronkowe, bo łatwiej mi je kupić.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.