wtorek, 25 kwietnia 2017

Głęboko oczyszczająca maseczka w płacie MIZON

Marka Mizon ponoć skradła serca Koreanek! Kiedy czyta się takie opinie to nie sposób nie ślinić się do ich produktów :) Od kilku miesięcy marzyły mi się azjatyckie kosmetyki, ale z racji tego, że jestem spóźnialska i nie znałam też tych zachwalanych rosyjskich wybrałam na początek właśnie ten kierunek, z racji większej dostępności stacjonarnej. A tu niespodzianka, Mizon sam wpadł mi w ręce wraz ze styczniowym pudełkiem Liferia. Czy moje serce też podbił?
    

Opis producenta: Dogłębnie oczyszczająca maska do DEMAKIJAŻU. (...) Pianka zamieszczona na płacie bawełny, pod wpływem styczności ze skórą, doskonale, dogłębnie oczyszcza pory z nagromadzonego sebum oraz zanieczyszczeń nagromadzonych w ciągu dnia. Zawarta mała porcja kwasów AHA bardzo delikatnie złuszcza naskórek. Ekstrakty roślinne pielęgnują skórę podczas procesu oczyszczania. Skóra po użyciu maski jest odświeżona i oczyszczona. Gotowa do dalszego etapu pielęgnacji. (źródło: opakowanie)

Skład: Water, Glycerin, Methyl Perfluorobutyl Ether, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates Copolymer, Disodium Cocoamphodiacetate, Hexylene Glycol, LaurylGlucoside, Potassium Cocoyl Glycinate, Sodium Chloride, Hydroxyacetophenone, Potassium Cocoate, Allantoin, Saccharide Isomerate, Sodium PCA, MoringaPterygosperma Seed Extract, Origanum Vulgare Leaf Extract, Chamaecyparis Obtusa Leaf Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Lactobacillus/SoybeanFerment Extract, Portulaca Oleracea Extract, Cinnamomum Cassia Bark Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Polyquaternium-10, Urea, Citric Acid,Lactic Acid, Glycolic Acid, Butylene Glycol, Sodium Citrate, Arginine, Disodium EDTA, Parfum, 1,2-Hexanediol
  
  
Opakowanie to standardowa maseczkowa saszetka dość sporych rozmiarów. Lubię czule wymacywać takie jeszcze nieotwarte mięciutkie maseczki i tak też wielokrotnie poczyniłam z tą :D Dobra, wiem, to nieistotne :) Do rzeczy! Płat bawełny nasączony produktem jest wyjątkowo dobrze dopasowany do kształtu twarzy. Nie przepadam za tego typu maseczkami właśnie ze względu na ich wielkość i niedopasowanie, a ta nie była ani za duża ani za mała. 
  
Płat miał już trochę pianki w sobie, ale jazda to się zaczęła dopiero po aplikacji na twarz. Maseczka zaczęła się pienić. Mocno pienić. Szalenie pienić. Właściwie piana wytwarzała się cały czas a moja twarz coraz bardziej zarastała mikołajowym puszkiem. Wyglądałam jak niedźwiedź polarny. I ta piana gilgotała hihi :) No cóż mogę powiedzieć? Przyjemne uczucie, a przy okazji narzeczony miał mega ubaw. Po 10 minutach usunęłam z buźki maskę, a pianą która po niej pozostała na skórze wykonałam masaż, który miał być ostatnim etapem demakijażu. A maseczka leżała sobie zwinięta w kulkę obok i dalej żyła własnym życiem wytwarzając coraz to większe ilości piany.

  
Jakie efekty? Sama nie wierzę w to co właśnie piszę, bo zwykle jestem sceptycznie nastawiona do jednorazowych maseczek, ale... no musiałam przetrzeć oczy ze zdumienia. Buzia była gładka i napięta, ale właściwie nie to mnie tak pozytywnie zaskoczyło. Mój nosek zwykle pełen zaskórników był ponadprzeciętnie oczyszczony, a pory wyraźnie zwężone. I nie jest to efekt placebo, nic z tych rzeczy, bo przed użyciem maski przeczytałam raptem dwa zdania opisu i od razu przeszłam do sposobu aplikacji. Spodziewałam się zatem jedynie porządnego demakijażu i nic poza tym. A tu taka niespodzianka, że natychmiast złapałam po opakowanie poczytać czy to oby na pewno tak miało być :)
  
Maska kosztuje 15zł, więc jest to dość drogi jednorazowy zabieg. Niemniej uważam, że raz od wielkiego dzwonu każda kobieta może sobie pozwolić na coś droższego, tym bardziej, że nie jest to maseczka, która ma przynosić efekty przy dłuższym regularnym stosowaniu, a taka, której efekty widać natychmiastowo i ma za zadanie już po pierwszym zabiegu przekonać nas, że jesteśmy piękne.

♥ ❤ 
  
Znacie markę Mizon i jej produkty?
Jakie są Wasze wrażenia?
  
Pozdrawiam,

20 komentarzy:

  1. Łaskocząca piana brzmi strasznie zachęcająco, a działanie jeszcze bardziej :) Chyba się skuszę na tą maseczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Maska jest naprawdę nietypowa :)

      Usuń
  2. Koreańskie produkty są teraz na topie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to fakt! Czytam właśnie "Sekrety urody Koreanek" i zaczynam rozumieć skąd ta popularność :)

      Usuń
  3. Brzmi obiecująco!
    Pozdrawiam, Anita

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam chrapkę na koreańskie produkty ostatnimi czasy ^^ Kusicie i kusicie wszędzie! :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam tej marki, ale po tym wpisie chętnie bym wypróbowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam! Koreańskie produkty stają się coraz bardziej popularne i są zdecydowanie warte uwagi :)

      Usuń
  6. Lubię maski Mizona! Mogę szczerze ci polecić inne rodzaje :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Kuurczę, tak mnie wcześniej do niej zachęciłaś, ale teraz widzę Cocoamidopropyl Betainę, która - wydaje mi się - nieco szkodzi mojej twarzy. Na pewno nie odważyłabym się zostawić jej na skórze na dłużej :/ Ale ta żyjąca piana brzmi świetnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uh, dobrze, że u mnie żadnych reakcji alergicznych nie wywołał, a mam do tego skłonności. Przy pianie była kupa śmiechu :D

      Usuń
  8. Tej marki jeszcze nie stosowałam :D
    Miałam już Tony Moly z Sephory, planuję skin79 z Douglasa i szkoda, że Mizon nie jest nigdzie stacjonarnie dostępny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, wielka szkoda. Lubię, kiedy coś jest "na miejscu" i nie trzeba dodatkowo ponosić kosztów wysyłki :)

      Usuń
  9. Ale fajnie opisałaś tą pianę *.*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.