wtorek, 13 grudnia 2016

Sephora: Color around the world (palety cieni)

Po wymęczeniu nudziaków z Make Up Revolution, która bardzo zawiodła mnie swoją jakością już od dłuższego czasu marzyła mi się dobrze napigmentowana i jednocześnie niebadziewna paleta cieni. Początkowo mierzyłam dość wysoko, jednak stwierdziłam, że Urban Decay w obliczu narastających ślubnych wydatków to zbyt wysoka półka. Wybrałam się do Sephory z pewnością, że tam mi dobrze doradzą i oto z czym wróciłam.
  
  
Paryska mademoiselle, nowojorska fashionistka, diva z włoskiej kawiarni a może brazylijska tancerka ze słonecznych ulic Rio? Sephora zabrała mnie w kolorową podróż dookoła świata z zestawem czterech paletek Color around the world. Jakie wrażenia po podróży? Zapraszam do recenzji :)

   
Color around the world to komplet czterech palet inspirowanych największymi i najbardziej charakterystycznymi miastami świata - Paryżem, Nowym Jorkiem, Rzymem i Rio de Janeiro. A zawarość spakowana w dość niespotykanej formie podróżnych notatników zamykanych na magnes. Nieduże opakowanie bez problemu zmieścimy do torebki a spełni również rolę kompaktowego lusterka, w którym możemy się przejrzeć po otwarciu notatnika.
    
   
  
Paletki zawierają po 4 cienie do powiek oraz róż na policzki. Każda z nich charakteryzuje się skrajnie różnym zestawieniem kolorów, ale jednocześnie są one bardzo uniwersalne i będą pasować raczej każdemu. Pod lusterkiem umieszczono instrukcję makijażu krok po kroku w języku francuskim i angielskim, jednak mi proponowane makijaże zupełnie nie przypadły do gustu.
  
Długo rozważałam zakup tych palet. Promocyjna cena (ok. 60zł) bardzo zachęcała, z drugiej strony w sklepie brakowało testerów, więc nie miałam pewności czy nie powtórzy się historia z Make Up Revolution. Ekspedientka przekonywała mnie o świetnej, bezkonkurencyjnej pigmentacji produktów Sephory, za to zdecydowanie odradzała mi zakup palety Sleek, która miała ponoć słabo wypaść na tle palet sephorowskich. Zakupiłam i jedno i drugie, mam zatem porównanie. I z przykrością muszę stwierdzić, że pracownica Sephory bardzo minęła się prawdą. O ile większość cieni dużo tańszej palety Sleek świetnie sobie radzi, tak seria Sephora Color around the world cechuje się bardzo zróżnicowaną średnią pigmentacją, miejscami całkiem dobrą, a miejscami nawet bardzo słabą i to pomimo zastosowania bazy pod cienie. Jak na regularną cenę 120zł nie warto, a parę groszy drożej kupimy lepszą i cenioną paletę Too Faced
  
  
Paris to propozycja mocnego, zadziornego makijażu wieczorowego. Znajdziemy tu matową szarość, która pod względem pigmentacji wypada najlepiej w tym zestawieniu. Jestem nieco zawiedziona odcieniem Jazz club, czyli ciepłym, perłowym szarym oraz Perfecto, czyli czarnym z brokatowymi drobinkami, gdyż bardzo tracą na intensywności w trakcie rozcierania. Nie narzekam za to na czwóreczkę, czyli perłowy, który pięknie rozświetla kącik oka i świetnie komponuje się z pozostałymi paletkami tej serii. Zestawienie smoky eyes uzupełnia delikatny róż. Wielka szkoda, że odcień na skórze staje się prawie niewidoczny pozostawiając jedynie połyskujące drobinki.
  
  
NY to bardzo klasyczne i eleganckie zestawienie kolorostyczne, idealne nie tylko na romantyczną randkę, ale i bardziej oficjalne spotkania. Jest jedną z moich ulubionych paletek tej serii, bo w połączeniu z białą kredką na linii wodnej i wytuszowanymi, podkręconymi wcześniej zalotką rzęsami sprawia, że narzeczony rozpływa się w moim spojrzeniu. Taki makijaż jest niesamowicie subtelny. Pigmentacja średnia, ale spełniająca moje potrzeby. Najgorzej wypada trójeczka, czyli matowy, zimny brąz. Bardzo delikatnie podkreśla zewnętrzny kącik oka. Róż podobnie jak w poprzedniej paletce również zanika na skórze.
  

Odrobinę słońca wprowadza paletka Rome składająca się dwóch matowych, kawowych odcieni oraz cienia miedziano-złotego Romantico i matowej czekolady Tiramisu. Te zestawienie kojarzy mi się ze starożytnym Rzymem i w takich właśnie barwach widzę starożytne patrycjuszki. Intensywność cieni wypada najlepiej wśród wszystkich palet Color around the world. Nawet róż intensywnie odznacza się na policzkach i wymaga dokładniejszego roztarcia.
  

Ostatnią i drugą moją ulubioną zaraz po NY jest słoneczne Rio. Całą powiekę klasycznie pokrywam dwójeczką, numerem jeden zaś rozjaśniam wewnętrzny kącik i łuk brwiowy. Złoty wklepuję w załamaniu górnej powieki - i tu zaznaczę, że złoty nie jest złotym. Pigmentacja jest tak słaba, że pozostawia jedynie złote drobinki na powiece. Białą kredką rysuję wzdłuż linii rzęs średniej grubości kreskę wyciągając ją ku brwi i pokrywam ją najpiękniejszym odcieniem palety - połyskującym, głębokim niebieskim. W połączeniu z, o dziwo, w miarę intensywnym różem uzyskuję delikatny, ciepły makijaż na lato. 
  

Cieszę się, że trafiłam na ten zestaw 50% taniej. Przy regularnej cenie 120zł żałowałabym zakupu. Paletki są średniej jakości, zdecydowanie nie warte swojej ceny, ale co cieszy mnie najbardziej to fakt, że nie przypominają na powiece kredek bambino (a jedną taką badziewną paletkę miałam kiedyś w kolekcji), czyli główny cel osiągnięty. Cienie zużyję z przyjemnością, do najgorszych nie należą, niemniej zawiedziona jestem nieszczerością pracowników perfumerii Sephora.
 ______________________________________________________________________________________________

Czy są tu posiadaczki tego zestawu lub innych cieni marki Sephora?
Kochane oświećcie mnie czy wszystkie ich cienie są tak słabe czy może trafiłam na feralną partię? 
  
Pozdrawiam,

5 komentarzy:

  1. Fajna forma tych palet, nadalyby się na prezent

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że zestaw nie spełnił w pełni Twoich oczekiwań. Po Sephorze też spodziewałabym się czegoś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale świetne! Ale wydaje mi się, ze bardzie nada się na prezent nastolatce niż kobiecie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie miałam szczęścia do palet Sephory...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.