wtorek, 22 listopada 2016

Denko: listopad 2016

Ocie panie, czas ucieka mi między palcami. Zaledwie kilka postów pojawiło się na blogu a ja tu już startuję do Was z listopadowym denkiem. Z jednej strony regularne posty co wtorek i sporadyczne co sobotę wydają mi się wystarczająco częste, bo więcej czasu nie jestem z siebie w stanie wysupłać. Natomiast z drugiej strony to na tyle rzadko, że nie wyrabiam się z publikowaniem tego co sobie zaplanowałam :) I weź tu dogódź samej sobie a co dopiero jeszcze wszystkim czytelnikom :P
    
   
Denko w tym miesiącu nie robi wrażenia. Pustaków nie jest dużo i nie zużyłam też nic szczególnego. Skupiłam się w większości na tym co od dawna niewykończone kurzyło się na łazienkowym blacie.
  
  
Każdemu produktowi przy pomocy kolorowych czcionek zostanie przypisana kategoria: Kupię ponownieZastanowię się nad ponownym zakupem oraz Nie kupię ponownie wraz z krótkim uzasadnieniem. Część z tych produktów za jakiś czas doczeka się pełnych recenzji na łamach bloga w oddzielnych postach. Zapraszam :)
  
  
Płyn do płukania jamy ustnej Listerine Zero - płyny tej marki są zdecydowanie moimi ulubionymi, bo na długo pozostawiają uczucie świeżego oddechu. Inne dotychczas stosowane przeze mnie płyny jedynie wypłukiwały to z czym nie poradziła sobie szczoteczka, ale nie odświeżały na długo oddechu. Jedyny minus - Listerine Zero wcale do łagodnych nie należy :)
  
Mydło w płynie Linda rabarbar & agrest -  nareszcie, po długim męczeniu pustak po tym cuchnącym mydle ląduje w koszu. Jeżeli kiedykolwiek ten zapach trafi na półki sklepów Biedronka omijajcie szerokim łukiem.
  
Żel do mycia ciała Sweet Secret szarlotkowy - wcześniej byłam posiadaczką żelu o zapachu czekoladowo-pistacjowym. Żałuję, że zamiast do niego wrócić zdecydowałam się na przetestowanie innego zapachu. W pierwszym niuchnięciu rzeczywiście zdaje się pachnieć jabłkiem i cynamonem, niestety po kontakcie ze skórą nabiera nieprzyjemnej, sztucznej i duszącej nuty. Pozostaje mi jeszcze zmęczyć masło do ciała z tej serii :/
  
  
Antyperspirant Dove invisible dry - to klasyka wśród antyperpirantów w spray'u, zdecydowanie kiedyś jeszcze trafi w moje ręce.
  
Żel do stóp i dłoni Medispirant - produkt apteczny, który miał radzić sobie z problemem pocenia się stóp i dłoni przynosił odwrotny skutek. Miałam wrażenie, że problem się nasilał. W dodatku nie odpowiadał mi zapach preparatu.
  
Antyperspirant w sztyfcie Rexona invisible pure - nie będę propsować tego antyperpirantu pod niebiosa, bo umówmy się - to produkt raczej średniej lub też nawet niskiej półki. Nie przynosi jakichś zaskakujących rezultatów, jednak idealnie spisuje się jako antyperpirant "domowy". Używam go wtedy, kiedy nie wytykam nosa za drzwi mieszkania - to fajna forma oszczędzania droższych produktów. W dodatku nie pozostawia plam na ubraniach co jest na duży plus.
  
  
Odżywczy krem do rąk Garnier Hand - średnio polubiłam się z tym kremem. Początkowo przeszkadzał mi długo wchłaniający się tłusty film na dłoniach, do którego z czasem się przyzwyczaiłam. Niestety nie poradził sobie z moimi atopowymi zmianami na prawej dłoni, chociaż używałam go kilka razy dziennie. Wydajny - przy baaardzo częstym stosowaniu wystarczył mi na dwa miesiące. Nie wiem czy do niego wrócę.
  
Krem pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie z bławatkiem Ziaja - nie zauważyłam obiecywanego rozjaśniania cieni pod oczami. Być może lekko nawilżał i to wszystko. Nie przyniósł rezultatów, ale też nie zaszkodził.
  
Peeling enzymatyczny z ziołami Organique - działanie produktu nie adekwatne do kwoty jaką trzeba za niego zapłacić. Napiszę o nim więcej w oddzielnym poście, ale biorąc pod uwagę częstotliwość pojawiania się postów na tym blogu będzie to zapewnie dopiero w nowym roku :)
  
    
Podkład Rimmel Lasting Finish 25h - bohater wrześniowego denka, więc wiecie, że jeden z moich ulubionych :) Kolejne opakowanie zużyte i kolejne już zamówione :)
  
Korektor pod oczy Rimmel Wake Me Up - najjaśniejszy odcień był za ciemny pod moje oczy. Zbierał się w zagłębieniach i średnio krył. Znalazł zastosowanie jako naprawdę dobra baza pod cienie i jeżeli do niego wrócę to ze względu na taką w właśnie formę zastonowania :)
  
Tusz do rzęs Rimmel Super Curler 24hr - nie będzie to moja ulubiona mascara. Szczoteczka ma przyjemne, miękkie włoski, jednak zbyt miękkie, bo szybko się posklejały i po niecałym miesiącu tusz stał się bezużyteczny.
    
  
Woda toaletowa Avon Pur Blanca Blush - najgorszy zapach z serii Pur Blanca. Męczyłam go dobre 2 lata, a wykończyłam jako odświeżacz powietrza w samochodzie, bo na ciele zapachu nie mogłam znieść.
  
Woda perfumowana Avon Incandessence - nie znam osoby, która by tego zapachu nie uwielbiała tak jak ja. Ten zapach jest ze mną od liceum i na długo jeszcze pozostanie :)

Roletka toaletowa Avon Eternal Magic - zapach rzeczywiście ma w sobie coś magicznego. Kojarzy mi się z romantyzmem, Walentynkami i satyną. Nie jest to jednak mój ulubiony zapach i jeżeli kiedykolwiek do niego wrócę to tylko do roletki, nigdy nie zakupię pełnego flakonu.
  
  
Kremowy żel pod prysznic Le Petit Marseiliais kwiat pomarańczy - to moje pierwsze spotkanie z żelem tej marki. Niestety te próbki nie wystarczyły na pełne spienienie na moim ciele (mogłam użyć dwie na jeden prysznic, a rozdzieliłam je na dwa dni), dlatego też mam wątpliwości co do właściwości oczyszczających. Do zakupu pełnowymiarowego opakowania zabieram się od kilku miesięcy, ale zawsze w ręce wpada mi inny żel. Nie wiem czy kiedyś w końcu los nas połączy :)
  
Szampon odbudowujący przeniczo-owsiany Sylveco - objętość produktu w saszetce odpowiadała ilości szamponu, jaką zwykle zużywam do jednorazowego pokrycia moich długich włosów. Szampon Sylveco jest rzadki, a przez to mniej wydajny i ledwo starczył. Działanie odbudowujące ciężko ocenić po jednorazowym użyciu. Produkty Sylveco lubię, ale ta próbka do zakupu szamponu mnie nie przekonała.
  
Pomadka ochronna Carmex wiśniowa - nie muszę chyba wspominać o cudownych właściwościach regeneracyjnych, jakie zapewniają dla naszych ust produkty tej marki. Mam kilka sztyftów za sobą, a z próbką płynnej pomadki mam do czynienia po raz pierwszy i również bardzo ją polubiłam. Nadmienię, że próbka 2,5g wystarczyła na baaardzo długo :)
  
 __________________________________________________________________________________________

Znacie/używacie któreś z wymienionych wyżej produktów?
Koniecznie podzielcie się swoimi zużyciami tego miesiąca! :)
  
Pozdrawiam,

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe denko
    Znam kilka produktów
    Np dove i avon

    OdpowiedzUsuń
  2. Perfumy Avonu są zawsze moimi ulubionymi. Na allegro można je kupić w niskiej cenie :) Może nie są najtrwalsze, ale po co przepłacać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest dużo?! Całkiem sporo ci się ich uzbierało. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Avon Incandessence moje ulubiene :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam Carmex w pełnowymiarowej wersji

    OdpowiedzUsuń
  6. Spośród wymienionych tylko kolorowke sama używałam :]

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.