wtorek, 20 września 2016

Stancja - wynajmujemy pokój

Witajcie Kochani!


Kończy się kalendarzowe lato i studenckie wakacje również dobiegają końca. Niektórzy już rozglądają się za jakimś lokum na zbliżający się rok akademicki. Stancja to nie tylko temat dla studentów. Zamiast samodzielnej kawalerki/mieszkania, jest dobrym rozwiązaniem dla młodych par, które planują w końcu wyrwać się spod garnuszka rodziców, zacząć pracę i zamieszkać razem. Może nie jest to spełnienie marzeń a współlokatorzy nie dają parze pełni swobody, ale to zdecydowanie najtańsza opcja „na początek” dająca możliwość odłożenia paru groszy. Żyję tak od roku i, choć zaczynaliśmy z budżetem 300zł, dziś żyjemy całkiem na poziomie i ładnie przyoszczędziliśmy na zbliżający się ślub :) Dopiero po ślubie definitywnie rezygnujemy z wynajmowania stancji.
  
  

Korzystając z "sezonu" na stancje naszła mnie ochota, aby podzielić się z Wami moim doświadczeniem. Na internetowych forach trwa walka pomiędzy wynajmującymi i najmującymi, którzy prześcigają się w oskarżeniach kto jest gorszy. Zaznaczę zatem, że nie jestem typowym biednym studentem-najemcą, który opłaca czynsz z opóźnieniem, bo nie ma pieniędzy po miesięcznym melanżu, a mieszkanie pozostawia w stanie opłakanym. Jestem uczciwym najemcą, niestudentem, który oczekuje uczciwości od wynajmującego. Jeżeli oferujecie uczciwość i oczekujecie tego samego - zapraszam do lektury. Post dzieli się na opis miejsc, w których mieszkałam i które oglądałam oraz wnioski z tego płynące.
  
 

STANCJA NR. 1
mieszkałam
  
Pierwsze doświadczenia związane ze stancją sięgają 2012 roku, kiedy poszłam na studia. Właściwie nie potrzebowałam lokum w Olsztynie, chociaż silnie sobie to wmawiałam. W rzeczywistości był to pretekst do zamieszkania z ówczesnym chłopakiem :) Pierwsze wrażenie bez większego entuzjazmu, a wszelkie wady/ubytki były skrzętnie ukryte. Decyzja nastąpiła bez zastanowienia. Był już październik, dużego wyboru nie było. Cena była korzystna, a tu nie miałam dużego pola do popisu, bo nie mogła drastycznie przekraczać kosztów dojazdów, które ponosiłabym dojeżdżając z Olsztynka do Olsztyna. Był to domek jednorodzinny składający się z podpiwniczenia z oddzielnym wejściem przeznaczonym dla studentów oraz parteru zamieszkanego przez właścicielkę i jej ośmiorga kotów. Na początku wszystko było cacy, pomijając zapach, który wypleniałam chyba ze dwa tygodnie. Podobno przed moją wprowadzką trwało odgrzybianie ścian i malowanie odbarwień po grzybie, którego w dniu oględzin pokoju nie widziałam. Pralka była zamknięta na kłódkę. 5zł za pranie.  W kuchni piec gazowy zarządzający ogrzewaniem pomieszczeń i wody w całym domu, również zamknięty na kłódkę i zabarykadowany kawałkiem masywnego metalu wkręconego w ścianę. Pierwsze problemy zaczęły się po kilku dniach. 16-17 stopni dzień w dzień. W trakcie świąt i wyjazdów studentów właścicielka ograniczała ogrzewanie do minimum, po powrocie mieliśmy w pokojach po 14 stopni. Zaczął wykwitać grzyb na ścianach. Winowajcami byli studenci, bo przecież absolutnie nie można wnosić do pokoju gorącej, parującej herbaty a tym bardziej nie można suszyć bielizny na kaloryferze (suszarek ani dogodnego miejsca do suszenia nie było). Kobieta potrafiła nasłuchiwać ile czasu się kąpiemy i grozić, że nas obciąży. Zakręcała nam wodę w spłuczce i zbiegała z awanturą słysząc, że ktoś spuszcza wodę. A najgorsze były jej częste inspekcje i bogata wyobraźnia. Wszędzie węszyła spisek. Oskarżała nas o włamania do zakłódkowanego pieca, bo jej zdaniem „było za ciepło” (temperatura nadal nie przekraczała 17 stopni) oraz o „celowe psucie Internetu”, żeby naciągnąć ją na koszty. Mieszkałam 3 i pół miesiąca.
  

STANCJA NR. 2
oglądałam
  
Kolejne poszukiwania stancji rozpoczęłam dopiero w zeszłym roku, kiedy to pojawiły się pierwsze nieśmiałe plany zamieszkania i usamodzielnienia się ze świeżo upieczonym narzeczonym. Szukałam stancji ograniczona tylko do olsztyńskiego osiedla Brzeziny, które już znałam. Pierwsza z dwóch stancji, które oglądaliśmy tego dnia sprawiła, że już z góry byłam negatywnie nastawiona do drugiego umówionego spotkania. Właścicielką domku jednorodzinnego była starsza kobieta, zgarbiona w pół z przerażającą aparycją. Sprowadziła nas po piwniczych schodach do… piwnicy! Dosłownie. Surowe ściany! Zero okien! Bunkier! I za takie warunki żądała 700zł z koniecznością dopłaty do Internetu, chociaż w ogłoszeniu zawarto informację o szybkim Internecie i braku dodatkowych opłat. W trakcie naszej wizyty do „kuchni” przebrnęła na paluszkach zgarbiona i zaszczuta studentka. Przerażający widok. A umowa od razu na cały rok i z góry zaznaczyła, że nie przyjmuje wypowiedzeń. Śmierdzi na odległość…
  
  
STANCJA NR. 3
mieszkałam
  
Patrząc poprzez pryzmat tego co widzieliśmy chwilę wcześniej ta stancja wydawała nam się o niebo lepsza. Zmęczeni wydzwanianiem w poszukiwaniu stancji podpisaliśmy umowę właśnie tu. Na początek. Dawaliśmy sobie 2-3 miesiące, byle tylko pracę znaleźć, ustabilizować finanse i szukać czegoś lepszego. Ostatecznie przemieszkaliśmy tu 9 miesięcy. A trzymał nas tam tylko sentyment do miejsca i obawa, że żaden inny pokój nie pomieści naszych rzeczy. To miejsce, które kochałam i którego jednocześnie nienawidziłam. Jak to na olsztyńskich Brzezinach mieliśmy oddzielne wejście do mieszkania w podpiwniczeniu. Pokój wizualnie nie był zły. Składał się z dwóch pomieszczeń – małego, obskurnego przedsionka z aż trzema szafami tylko na nasz użytek oraz dużego pokoju co łącznie dawało nam aż ok. 20m2 na sam pokój. A ten znajdował się na uboczu w stosunku do pozostałych, więc dodatkowym plusem była swoboda. Pokój zyskał na wyglądzie dzięki paru naszym zabiegom i przemeblowaniu. Łazienka i kuchnia były najgorsze. Prowizoryczne, nieumiejętne wykończone, brzydkie. Poza pokojem nie było tu nic przytulnego. Aż chciałoby się wstawić zdjęcia podglądowe, ale nie wpasowałyby się w estetykę tego bloga :)

W przedpokoju schody w górę prowadziły do mieszkania właścicieli a schody w dół do garażu. I tu pojawia się pierwszy problem. O ile w ogłoszeniu obiecywano, że w mieszkaniu znajduje się oddzielne wejście a z właścicielami będziemy widywać się co najwyżej w ogrodzie, tak w praktyce widywałam ich niemal codziennie.  Zamiast korzystać ze swoich głównych drzwi wejściowych nagminnie przechodzili przez wynajmowane podpiwniczenie, w którym znajdowały się drzwi do garażu. Człowiek tracił poczucie swobody i odnosił wrażenie, że częste wizyty właścicieli mają charakter inspekcji. Utrzymanie czystości w prowizorycznym, piwnicznym przedpokoju było niemożliwe, z racji tego, że właściciele wnosili w buciorach błoto, które my wdeptywaliśmy w kapciach i roznosiliśmy na wszystkie pomieszczenia. Kapcie poszły w odstawkę. Tu trzeba było mieć klapki, które można łatwo opłukać pod wodą i to dwie pary na zmianę. Czasami w garażu odbywały się imprezy, które z racji, że nasz pokój znajdował się dokładnie nad garażem nie dawały nam spokojnie spać. Z czasem bywało jeszcze gorzej, bo w ramach oszczędności właściciele porzucili swoją elektryczną kuchenkę i coraz częściej przychodzili do nas korzystać z tej gazowej. Niby nic, ale jednak nie to nam obiecywano i nie na to zgodziliśmy się płacić.

Po dwóch miesiącach wykwitł nam grzyb w pokoju. Początkowo plamy w górnych rogach. Później okazało się, że za łóżkiem mam gruby, biały, wilgotny puch. Właścicielka nie była tym zaskoczona, podobno co roku się pojawia. Zdaniem właścicielki najlepszym sposobem na wyplenienie grzyba jest przetarcie go Domestosem. Cóż, rzeczywiście Domestos wniknie w głąb ściany i zabije siedzącego w nim grzyba. Zimą kaloryfery załączały się na 10 minut i zanim ciepło zdążyło się rozejść po pomieszczeniu już były zimne. W rezultacie w pokojach było zimno a w łazience nie szło się myć przy 14 stopniach. Wiosną na korytarzu i w łazience zaczęły straszyć olbrzymie kątniki a w pokoju pojawiły się MRÓWKI. Kran ruszał się przez 7 miesięcy zanim został zrobiony. Z rur w szafce pod zlewem kuchennym woda ciekła tyle samo czasu, a kiedy właścicielka raczyła wezwać hydraulika drewno było już tak zbutwiałe, że tylko patrzeć jak pierdutnie. 
  
Problemem okazali się również lokatorzy. Kiedy wyprowadziły się dwie, całkiem spoko studentki było już tylko gorzej. Na ich miejsce wprowadziła się patologiczna para po czterdziestce. Wszystkie granice da się przeskoczyć, ale tej się nie dało. Ludzie tak niepełnosprawni umysłowo, że choćbym powtarzała piąty raz to samo nadal będą przyglądać się pustym, nic niekumającym wzrokiem. W dodatku brudasy. Nie będę ze szczegółami opisywać co działo się w toalecie, bo to po prostu obrzydliwe, ale powiem Wam krótko: higieniczniej było korzystać z toalety publicznej niż tej stancyjnej, z której korzystało tylko 5 osób. Pedantyczką nie jestem, ale wychodzę z założenia, że jeżeli wspólnie korzysta się z kuchni i łazienki należy ogarnąć trochę wokół siebie, bo nie mieszkamy sami. Niestety nie szli na żadne kompromisy i tu powstał zgrzyt na takim poziomie, że awantury były na porządku dziennym i chyba tylko dzięki temu się wyprowadzili. Właścicielka nie przyjmowała do wiadomości żadnych wątpliwości ze strony pozostałych lokatorów. Nie dawała też wiary groźbom, które były kierowane w naszym kierunku. A jak grozili, tak zrobili - na odchodne okradli nas i porysowali nam samochód. Właścicielka od wszystkiego umywała ręce. Kolejnymi lokatorami okazało się być dwóch robotników, lat około 30 sztuka pierwsza i po 50-tce sztuka druga. Byłam mile zaskoczona tym jak ładnie uprzątali wokół siebie i było naprawdę spokojnie. Do pierwszego weekendu, podczas którego zrobili z mieszkania spelunę. Jeden z nich zaczepiał mnie ordynarnie, a kiedy Bartek wychodził do pracy ja chodziłam z nożem przy sobie, bo zwyczajnie bałam się tych zaczepek, które ani trochę nie były – jak to usprawiedliwiała właścicielka – niewinne. Trzeba było kolejnego weekendu, agresji jednego z lokatorów, krwi, pogotowia i policji, żeby otworzyła oczy. Dość tego. Wyprowadziliśmy się i jeżeli ktoś szuka stancji w Olsztynie to można się do mnie zgłosić po adres, którego unikać. Wiecie – uważam, że jeżeli ktoś coś komuś wynajmuje, powinien zadbać o komfort wynajmujących. Powiedzcie, czy jest sens wynajmować byle komu, byle jak najszybciej, skoro takim działaniem traci się starych, sprawdzonych i niesprawiających problemów wynajmujących? Popadamy w błędne koło. 
  
  
STANCJA NR. 4
mieszkam
  
Tu mieszkam obecnie i wydaje mi się, że to najlepsza decyzja jaką podjęłam. Płacimy zaledwie 100zł więcej a trafiliśmy na znacznie lepsze warunki w mieszkaniu na 4 piętrze, a nie piwnicy ;) Lokatorka tylko jedna, a nie troje jak wcześniej. W dodatku fajna, ugodowa, przyszła pani weterynarz, która mieszkać z nami będzie, kiedy wróci po wakacjach i właściwie tylko po 3 dni w tygodniu. Twierdzi, że zimą nie ma na co narzekać, ogrzewanie spoko a całą zimę spędziła wręcz przy otwartym oknie. Właściciel mieszka daleko za Olsztynem, nie ma żadnych najazdów i inspekcji. W ogóle się nie interesuje, choć z czasem może okazać się, że nie jest to wcale plusem. W dodatku Jaroty! Osiedle, na którym jest wszystko. Biedronkę i aptekę mam dosłownie naprzeciwko bloku. Wokół piekarnie, supermarkety, przychodnie, wszystko! I jestem świetnie skomunikowana z centrum i pozostałymi osiedlami miasta. Niestety i tu spotkało nas krótkotrwałe, jednorazowe nieporozumienie. Właściciel odciął nam Internet, a potem zasłaniał się umową, w której nie ma o tym ani słowa oraz tym, że przecież informował nas, że wypowiada umowę kablówki, skoro jej nie chcemy. Fakt, była mowa o tym, że wystarczy nam tylko to co oferuje telewizja naziemna, ale o odcięciu Internetu ani słowa. W każdym razie po naszych wspólnych negocjacjach właściciel okazał się być ugodowy i Internet został wznowiony na starych zasadach. Na obecną chwilę nie narzekam. Całe lato byliśmy sami i mieliśmy do dyspozycji całe mieszkanie. Wkrótce wraca nasza współlokatorka, ale też będzie tu tylko 3 dni tygodniowo, więc większość tygodnia nadal będziemy mogli cieszyć się swobodą. Zupełnie przypadkiem trafiła nam się świetna miejscówka :) Nie mogę jedynie przeboleć, że syn właściciela już w przyszłym roku rozpoczyna studia na UWMie, a co za tym idzie będziemy musieli się wyprowadzić. Następnym naszym krokiem, tuż po ślubie, będzie wynajęcie mieszkania.
  
  
INNE STANCJE
z opowieści znajomych
  
Prawie każdy mój dotychczasowy współlokator ma za sobą jakieś nieprzyjemne doświadczenia z wynajmowanymi stancjami. Darmowa praca w sklepie pod mieszkaniem, żeby wieczorem mieć ciepłą wodę? Serio, mój były współlokator się tak wpakował. Właścicielka szperająca i używająca waszych rzeczy pod waszą nieobecność. Przykręcone ciśnienie wody, która zamiast ciurkiem leci kropelka po kropelce. Gaz w butli - ograniczenie dwie butle na rok. Opowieści nie zliczę nawet na palcach u rąk. 
  
  
Na co zwracać uwagę?
  
  • Lokalizacja. Na przykładzie Olsztyna – wielu studentów wybiera Brzeziny lub Kortowo, aby uniknąć dojazdów na uczelnię. Błąd, bo w ten sposób trafiają głównie na stancje -„podpiwniczówki”. Warto rozejrzeć się trochę dalej. Jest wiele osiedli znakomicie skomunikowanych z całym miastem, gdzie w zbliżonej lub niewiele wyższej cenie możemy żyć w o niebo lepszych warunkach.
  • Unikaj domów jednorodzinnych i mieszkania z właścicielami. To nigdy nie kończy się dobrze.
  • Cena. Poczytaj ile średnio płaci się za pokój jedno- lub dwuosobowy w danym mieście. Te zapyziałe pokoje, w których dotychczas mieszkałam kosztowały tylko 100zł mniej (50zł na osobę, bo to dwuosobowy :) niż obecny pokój, który w porównaniu z poprzednimi to dosłownie niebo a ziemia. Nie dajcie się naciągnąć.
  • Przyjrzyj się dokładnie miejscu, w którym chcesz zamieszkać. Nie bój się podchodzić do każdego zakamarka i dotykać wyposażenia. Zwykle w emocjach, lekko zawstydzeni tego nie robimy. Sama byłam świadkiem jak po dawnej stancji właścicielka oprowadzała kiedyś dwie pary. Weszły do pokoju, rozejrzały się i powiedziały „ładnie”. Nie zwróciły uwagi na grzyb w górnych rogach, mrowisko przy okiennicach, rozklekotaną wersalkę, której nie da się złożyć. Wszystko jest istotne, a jeżeli pospieszycie się z podpisaniem umowy, możecie szybko zacząć tego żałować.
  • Czytajcie uważnie umowę. Wiem, to banalne, przecież wszyscy o tym wiecie. Ale czytajcie, nie tylko po to, żeby wiedzieć na co się piszecie. Zastanówcie się kilkukrotnie czy czegoś w tej umowie nie brakuje. To, że podczas oględzin właściciel mówił, że Internet jest, nie znaczy wcale, że będzie po waszej wprowadzce. Z doświadczenia już wiem, że coś co wydaje nam się oczywiste, jak w/w dostęp do Internetu, okazuje się wcale takie nie być, jeżeli nie uwzględniono tego w umowie. To samo, jeśli właściciel obiecuje, że wpłacana przez was kaucja jest zwrotna – upierajcie się, aby zawrzeć to w umowie. Pamiętajcie, że do tego pisma możecie się odwoływać. Jeżeli nie zadbacie o jego odpowiednią treść – właściciel może wykorzystać to przeciwko wam.
  • Poczytaj opinie w Internecie i unikaj miejsc owianych złą sławą. W Olsztynie, niedaleko Kortowa też mamy taki budynek, w którym imprezy są na porządku dziennym. No, chyba, że takie warunki Ci odpowiadają :)
  • Popytaj znajomych, może oni też czegoś poszukują. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem jest wynajęcie ze znajomymi wspólnego mieszkania. Znacie się i wiecie jakie macie oczekiwania. Nie musicie martwić się tym, jakie stosunki czekają was z przyszłymi, obcymi współlokatorami.
  • Jeżeli wymagasz uczciwości ze strony wynajmującego – bądź uczciwy jako najemca. Dbaj o miejsce, które wynajmujesz, bo chociaż nie jest Twoje – pamiętaj, że ktoś w nie zainwestował.

Macie jakieś doświadczenia z wynajmowaniem pokoi?
Jakie są Wasze wspomnienia?
  
Pozdrawiam,

12 komentarzy:

  1. Zaczynam w tym roku drugi rok studiów, od początku mieszkam w mieszkaniu znajomych moich rodziców. 3-pokojowe, 2+1+1, na moje nieszczęście wpakowałam się w 'dwójkę', bo miałam mieszkać z przyjaciółką, która zrezygnowała po 2 miesiącach, a osoby z "jedynek" nie zgodziły się na zamianę, chociaż właściciele mówią na mnie "szefowa" i jak ktokolwiek ma jakiekolwiek sprawy do nich to żeby pytać mnie... No ale dziewczyny są fajne, więc nie chcę się wykłócać i im grozić, bo zawsze mogę trafić na gorsze. I o ile mieszkanie jest super to... Po pierwsze, jeśli ktoś chce mieszkać u znajomych swoich rodziców, to musi się upewnić, że ma w domu dobre relacje. Moi nie lubią mojego narzeczonego, przez co zarządzili, że o 22 ma opuszczać moje mieszkanie bezwzględnie, oraz zagrozili, oni będą to kontrolować, bo przecież właściciele znajomi, mieszkają niedaleko, a do tego właściciel jest taksówkarzem i często tędy przejeżdża... Na szczęście jeszcze tego nie zrobili i mam nadzieję, że nie zrobią. Jeśli mogę coś dorzucić do Twoich rad... UWAŻAJCIE NA LUDZI, z którymi będziecie mieszkać. Rok temu byłam zmuszona znaleźć współlokatorkę do pokoju na grupie mieszkaniowej (nikt z moich znajomych, ani znajomych znajomych nie szukał, a do tego lokalizacja 30 min tramwajem od centrum...) - w ogłoszeniu wyraźnie napisałam, że szukam osoby niepalącej, sprzątającej po sobie, spokojnej. I co? I trafiła mi się laseczka-tapeciarka, paląca (na szczęście zrozumiała, że choć to 4 piętro, na balkonie palić nie będzie, więc za każdym razem musiała schodzić przed blok), mająca porządek gdzieś... Musiałam się z nią męczyć przez pół roku, bo nie chciałam płacić 1000zł za pokój. Teraz już wiem, że lepiej być dla ludzi mniej miłym, a egzekwować rzeczy, których się oczekiwało, nawet jeśli wyszły już "po fakcie", niż próbować być miłym, bo przecież "jeszcze tylko kilka miesięcy i się wyniesie"...

    Wybacz taki długi wywód, ale temat mi podszedł, więc... :D
    Pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu 1000zł za dwuosobowy to dużo, ale każde miasto ma swoje realia. U nas dwójki są po 700-800zł :)

      Doskonale Cię rozumiem. Nieporządek to sobie można mieć w SWOIM pokoju, a nie jak się z kimś pokój dzieli :/ Do palenia też mam awers, i choć moi współlokatorzy nigdy nie palili w mieszkaniu, tak wystarczyło, że do mieszkania weszli i cały smród wędrował razem z nimi.

      Też miałam problem z rodzicami i ich stosunkiem do Bartka, całe szczęście dali mu szansę, żeby lepiej się poznać i teraz cieszymy się dobrymi stosunkami, nawet święta spędzamy razem, w miłej, rodzinnej atmosferze. Powalcz o swoje! Jesteś dorosła i nikt nie ma prawa ustawiać Ci życia. To są Twoje wybory, a rodzice prędzej czy później muszą zaakceptować Twojego przyszłego męża :) Trzymam kciuki, żeby się wszystko ułożyło :)

      Usuń
  2. Teraz mieszkam na stancji gdzie wszystko jest spoko ale tez przeszłam przez kilka takich miejsc. Głównym problemem było to szpiegostwo. Grzebanie po moich rzeczach tez mam za sobą.

    A propos walki o której wspomnialas na początku to fakt są studenciaki "biedaki", którzy psują opinię wszystkim najmującym. Ale wkurza mnie, że wynajmujący wrzucają nas wszystkich do jednego worka, podczas gdy sami nie są lepsi :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale też nie wszyscy wynajmujący są źli. Przykład - mój obecny wynajmujący. Ale fakt, większość ma coś za uszami. Kombinują, wścibiają nos w nieswoje sprawy a potem się dziwią, że lokatorzy się mszczą w dniu wyprowadzki :)

      Usuń
  3. Ohhh wynajmowanie stancji !! Sama mam kilka ciekawych historii, i nauczona doświadczeniem również z każdym nowym poszukiwaniem wiedziałam na co nowego powinnam zwrócić uwagę :D
    I o ile warunki w stancji można przynajmniej teoretycznie sprawdzić - to właśnie moją największą obawą zawsze byli nowi współlokatorzy, a bywało rożnie...
    Dobrze przeczytać, że w końcu znaleźliście dobre miejsce :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie! :) Bo wystarczy małe przemeblowanie, żeby ukryć grzyba, albo plamy po odgrzybianiu. I niestety tak właśnie wynajmujący postępują.
      Ja do lokatorów miałam duże szczęście w pierwszej wynajmowanej stancji. Świetna atmosfera, ale z większością niestety kontakt po czasie się urwał :( Później to już było tylko gorzej. A obecnej współlokatorski nie miałam jeszcze okazji dobrze poznać.

      Oj, tu jest naprawdę w porządku, więc fakt - udało nam się :) Szkoda tylko, że to lokum tymczasowe.

      Usuń
  4. Oj tak, stancje przyprawiają o zawrót głowy.
    Dobrze, że mam już to za sobą :D

    Stancja nr. 3 -> długo wytrzymałaś w takich warunkach, na Twoim miejscu dawno bym podziękowała :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah, gdybyś wiedziała ile razy miałam ochotę podziękować :)
      Ale za każdym razem przychodziła myśl, że gdzie znajdę tak dobrze umeblowany pokój w zbliżonej cenie. Miejsce, w którym teraz mieszkam jest teoretycznie dobrze umeblowane, ale i tak nie pomieściliśmy wszystkiego co nasze. Całe szczęście nasza współlokatorka jest minimalistką i oddała nam do użytku całą szafę w przedpokoju i większość szafek w kuchni i łazience.

      Wiesz co? Propos jeszcze stancji nr. 3 to nawet w lotka grałam! Planowałam, że jak w końcu wygram te niezaprzeczalnie należące mi się 20mln to kupię sobie mieszkanie, wyprowadzę się z dnia na dzień na zasadzie "reszty nie trzeba" a na odchodne jej wygarnę :P

      Usuń
  5. Mnie stancjowanie ominęło, bo mieszkam z rodzicami w mieście uniwersyteckim. I strasznie tego żałuję, bo chciałabym jak inni rówieśnicy wyrwać się poza dom. Niemniej jednak słyszałam wiele tego typu historii, wiec w sumie może i lepiej się stało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze przyjdzie czas na wyprowadzkę od rodziców :) Póki studiujesz nie ma pośpiechu do samodzielności. W domu przynajmniej możesz się spokojnie edukować. Stancja nie zawsze daje taką możliwość :)

      Usuń
  6. Dzięki za rady :) Niedługo mnie tez będzie czekac wybor stancji, ewentualnie akademika, ale bardziej skłaniam się ku stancji. Ciekawe czy i ja się na czyms przejadę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby ominęły się tego typu akcje :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.