wtorek, 13 września 2016

Jesienne mydła Linda

Mydła z Biedronki goszczą u mnie najczęściej. Są niedrogie a w pełni spełniają swoje zadanie. Zawsze wybieram te kremowe, jednak tym razem zdecydowałam się na niekremową, limitowaną edycję mydeł owocowych. Jak się sprawdziły? Zapraszam do recenzji.
    
    
Mydła pojawiły się w ofercie tematycznej Biedronki „Pielęgnacja dla każdego”. Właściwie nie był to produkt na liście zakupów a w domu mam jeszcze zapas Palmolive. Nie mogłam się jednak oprzeć tym kolorom, które we wspólnym zestawieniu kojarzą mi się z późnym latem i pierwszymi powiewami jesieni i ogólnie całej oprawie wizualnej mydełek. Podłużne butelki zakończone czarną pompką wydają mi się bardziej eleganckie od tych standardowych, na plus też zdecydowanie etykiety.

Mydła aplikujemy wygodną pompką. Jednak o ile w przypadku kremowych mydeł jedno wciśnięcie wystarczy na porządne spienienie i umycie rąk, tak limitowana edycja wymaga podwojenia tej ilości. Wydajność zatem jest kiepska, a po tygodniu regularnego mycia rąk nie ma już połowy opakowania. Pod tym względem porównałabym je do Palmolive Aquarium, które również jest mało wydajne i kiepsko się pieni. Mydła z limitowanej edycji Linda radzą sobie ze wszystkimi brudkami oraz tłuszczem. Niestety po umyciu i dokładnym spłukaniu produktu pozostawia wrażenie lepkości, a dłonie są nieprzyjemne w dotyku/uczuciu. Występują w trzech wersjach o owocowych zapachach.
  
Rabarbar & agrest, czyli czerwona wersja. Nie nazwałabym tego kompozycją zapachową, ponieważ główną rolę odgrywa tu rabarbar, agrest natomiast jest zupełnie niewyczuwalny. Zapach męczący, nieprzyjemny, gryzący i kwaśny. Wydawał mi się być opcją najciekawszą, a tymczasem zawiodłam się. Z całej trójki właśnie tę wersję zapachową odradzam najbardziej.
   
 
     

Gruszka & śliwka, czyli ta magicznie fioletowa zawartość. Zapach fantazyjnie słodki, intensywny, niekoniecznie taki typowo owocowy. Kojarzy mi się z cukierkami Mini i beztroskim dzieciństwem, w którym te cuksy królowały. W tym przypadku odwrotnie – spodziewałam się, że będzie to najgorsza kompozycja zapachowa, a okazała się być tak nieoczywista, że zaskoczyła mnie najbardziej i jak najbardziej pozytywnie.

    
 
  
Jabłko & mięta będzie najbezpieczniejszym wyborem i nie zawiedzie nikogo. No chyba, że tych, którzy oczekują wyraźnej nuty miętowej. A mięty nie czuć wcale. Ot, najzwyczajniejsze słodkie, zielone jabłuszko.
  
 
   
Co z wysuszaniem dłoni? Przed przystąpieniem do pisania przewertowałam kilka recenzji internetowych w celu zapoznania się ze stanowiskiem innych blogerek. W większości królowały opinie nieprzychylne mydłom Linda, głównie ze względu na to, że znacząco wpływają na wysuszenie dłoni. O czym tu rozmawiać skoro w składzie już na drugim miejscu znajduje się Sodium Laureth Sulfate, czyli silnie wysuszający (ale i też silnie myjący) składnik stosowany pierwotnie do czyszczenia urządzeń w przemyśle ciężkim, zwykle łagodzony poprzez dodanie w dalszej części składu nawilżającej gliceryny. Po co rozpatrywać tę kwestię skoro większość tanich mydeł SLS zawiera? Składnik ten znajdziecie zarówno w mydłach pozostałych dyskontów i supermarketów, jak i takich marek jak Palmolive, FA, Luksja, Dove itd. Nikt mi nie wmówi, że wymienione mydła wysuszają dłonie mniej niż Linda. Większość nieprzychylnych opinii wynika raczej z wciąż utrzymującego się wśród niektórych przekonania, że Biedronka i jej produkty są dla biedy. To, że mydła są kosmetykami wysuszającymi jest rzeczą tak oczywistą i naturalną, że nie ma o czym mówić i co tu rozpatrywać. Jeżeli chcemy tego uniknąć – studiujmy skład i wybierajmy mydła bez SLS. Jak na te mydła reagują moje dłonie? Cóż, na kremowe Lindy nigdy nie narzekałam. Te, jak już wspomniałam, pozostawiają nieprzyjemne uczucie na dłoniach, ale nie zauważyłam, aby dodatkowo je przesuszały. Niemniej zapewniam im odpowiednią pielęgnację i regularnie je nawilżam po każdym kontakcie z wodą.
  
  
Niestety zawiodłam się na edycji limitowanej. Sprawdzają się znacznie słabiej niż mydła Lindy, których używałam dotychczas. I choć 2,99zł za 500ml to grosze, czuję że to grosze wydane w błoto. Poza estetyczną i przyciągającą uwagę buteleczką oraz dwoma akceptowalnymi przez moje nozdrza zapachami nie mają nic do zaoferowania. 

Używacie mydeł Linda?
Jakie wersje zapachowe są Waszymi ulubionymi?
Macie tę limitowaną edycję? Jak oceniacie?
  
Pozdrawiam,

8 komentarzy:

  1. Faktycznie wizualnie prezentują się fajnie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o Lindę, to uwielbiam te klasyczne, kremowe. Pachną nieziemsko.:3
    Tych nie testowałam... I pewnie się nie skuszę. :D
    Pozdrawiam! :D
    I fajnie, że znów się tutaj dzieje! Na pewno będę teraz zaglądać znów częściej! <3

    ps. Czytałam niedawno też post o urządzaniu balkonu, ale nie mogłam skomentować, więc komentuję teraz: masz do tego głowę! A balkon cudowny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, zapraszam :) i dzięki za miłe słowa :)

      Usuń
  3. Widziałam te mydła w bierze, ale nie przekonały mnie te kombinacje zapachowe. W każdym razie szybko się wyprzedały i już drugiego dnia gazetki widziałam ostatnie dwie sztuki i to rabarbarowe wlasnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo u nas :) Ja już pierwszego dnia gazetki prawie ostatnie sztuki wykupowałam :)

      Usuń
  4. Znam mydła z biedry i lubie, tych nie kupiłam i dobrze z tego co czytam. Zgodze się z toba, ze wszystkie mydla wysuszają, chociaż nie wiedziałam o sls i ze to ten składnik jest za to odpowiedzialny. Wystarczy wykremowac rece i wsio po kłopocie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie używałam tych mydeł. Może się kiedyś skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zakupiłam te mydła właśnie, ostatnie sztuki rzucone luźno w kartonie... i żałuję, że nie przeczytałam wcześniej Twojej recenzji. Bo widziałam ją, ale szczerze mówiąc obejrzałam tylko ładne zdjęcia :) A z mydeł jestem niezadowolona...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.