niedziela, 16 lutego 2014

"Saga o Ludziach Lodu" Margit Sandemo

   
Kochani, od dawna, od kilkunastu miesięcy chciałam napisać Wam o tej 47-tomowej historii, a kiedy zdecydowałam się w końcu to zrobić okazało się to niemałym wyzwaniem. Naprawdę ciężko zarysować fabułę tak, aby Was zaciekawić, a jednocześnie nie zaspoilerować zakończenia, tym bardziej, że tajemnica rozwija się powolutku przez te 47 części. Nie traktujcie tego jako nieudolnej recenzji, których nie potrafię pisać. Potraktujcie to jako post polecający tę serię książek.
 
Saga o Ludziach Lodu kurzyła się na półce odkąd pamiętam. Nic dziwnego – pierwsza część została wydana w Polsce w 1992 roku – na rok przed moimi urodzinami, a mama większość tomów zakupiła i przeczytała, kiedy terroryzowałam ją w brzuszku. Przez 17 lat swojego życia znałam te książki tylko z grzbietów, traktowałam je jako serię Harlequinowych tasiemców, na którą rzucała się cała rodzina i chyba wszystkie moje starsze kuzynki ją wypożyczały kiedy byłam mała. 
  
W 2010 roku przez chorobę moje ferie wydłużyły do trzech tygodni. W przeciągu 10 dni po raz –nasty przeczytałam całego Harry’ego Potter’a i zastanawiałam się co mam robić przez drugą połowę ferii. Przechodząc obok półki z książkami wyciągnęłam pierwszą z brzegu i natychmiast ją odłożyłam. „Saga o Ludziach Lodu” a na okładce kolo ze skośnymi oczami i grubym futrze. Książek o Eskimosach czytać nie będę! (Wcale nie jest o Eskimosach;) ) Następnego dnia książka znalazła się w moich rękach. Osoby, których ten post zachęci do przeczytania historii Ludzi Lodu ostrzegam – pierwsza część (w mojej ocenie) jest najnudniejsza ze wszystkich, więc nie zniechęcajcie się po pierwszym tomie. Być może odniosłam takie wrażenie, bo po raz pierwszy miałam do czynienia z fabułą umiejscowioną kilka wieków wstecz. Być może dziś – 4 lata później – czytając „Zauroczenie” inaczej bym ją odebrała. Za kolejny tom złapałam tylko i wyłącznie dlatego, że byłam niesamowicie ciekawa co wydarzy się dalej między głównymi bohaterami. I to było dobre posunięcie, bo tom drugi porwał mnie do reszty i przez kolejne pół roku nie mogłam się oderwać od bestsellerowej serii spod pióra Margit Sandemo. Kiedy moja mama zorientowała się co czytam nie była zadowolona. Nie dziwię się. Byłam niepełnoletnia, miałam 17 lat a ”Saga o Ludziach Lodu” to były moje pierwsze książki dla dorosłych i przy pierwszych tomikach byłam w głębokim szoku czytając opisy bardzo intymnych scen zbliżeń między bohaterami.
  
„Saga o Ludziach Lodu” rozpoczyna się w 1581 roku, kiedy to osamotniona 16-letnia Silje głodna i zziębnięta przemierzała ulice norweskiego miasta Trondheim w kierunku miejsca, w którym palono zwłoki zmarłych, aby móc rozgrzać się przy ognisku. Właśnie wielka zaraza odebrała jej rodziców i została sama na świecie. Spotyka przerażającego a jednocześnie tajemniczo przyciągającego żółtookiego mężczyznę – Tengela, który roztacza nad nią opiekę i znajduje dla niej dom. Po pewnym czasie Silje odkrywa prawdę – Tengel mieszka w Dolinie Ludzi Lodu i jest potomkiem Tengela Złego – protoplasty rodu, który dawno temu zaprzedał duszę Diabłu. Ten obiecał mu ziemskie powodzenie, jeżeli co najmniej jeden z jego potomków w każdym pokoleniu będzie czynił zło w służbie Szatana. Znakiem dotkniętych klątwą potomków miały być żółte oczy i czarna magia. Przekleństwo miało ciążyć nad rodem, dopóki jeden z jego członków nie odnajdzie miejsca, w którym zostało zakopane naczynie do przyrządzenia czarodziejskiej mikstury mającej przywołać Księcia Ciemności. Tak brzmiała legenda, a jak z legendami bywa – miała w sobie cząstkę prawdy, choć rzeczywistość okazała się trochę inna, a rozgryzienie tajemnicy Tengela Złego zajęło jego przodkom prawie pięć wieków.
  
Tengel, którego poznała Silje zyskał przydomek Dobrego. To pierwszy człowiek rodu Ludzi Lodu dotknięty klątwą, który przez całe życie walczył z przekleństwem chcąc czynić dobro. Wraz ukochaną Silje zakładają rodzinę i to o ich potomkach czytamy w kolejnych tomach. Śmierć pierwszych głównych bohaterów sprawiła, że przepłakałam kilka godzin a do kolejnej części wróciłam po kilku dniach, kiedy pogodziłam się z przebiegiem wydarzeń. W kolejnych tomach niestety też musiałam się liczyć z szybko biegnącym czasem oraz tym, że bohaterowie odchodzą, aby ich miejsce zajęli ich dzieci, wnukowie, prawnukowie itd. Ostatecznie historia zostaje rozwikłana na początku 20 wieku, a ostatnie strony ostatniego tomu opisują (za) spokojne życie Ludzi Lodu w latach 60-tych. Fajnym elementem było też rozrastające się z tomu na tom drzewo genealogiczne zamieszczone w każdej części.
 
Saga o Ludziach Lodu to bardzo sprytnie napisana seria książek, w której postacie realne przeplatają się z fantastycznymi. Wartka akcja umiejscowiona na tle historycznych realiów świetnie łączy się ze skandynawskimi baśniami, mitami i ludowymi wierzeniami. To mieszanina gatunków, w której każdy znajdzie coś dla siebie. To seria fantastyczna, więc idealnie wpasowała się w moje Potterowe gusta, ale zawiera też elementy romansu i horroru – zdarzało mi się bać :) A pomimo zimnego tytułu to bardzo ciepła saga, pełna miłości, szacunku i mądrości. Przez 47 tomów żadne wątki się nie powtarzały, akcja nawet przez moment mnie nie nudziła, a kolejne części połykałam w zatrważającym tempie. Do szkoły zabierałam czasami nawet po dwa tomy. Na przerwach nie mogłam się oderwać od książek, a i na lekcjach siadałam w ostatnich ławkach i chowałam się za dużymi plecami kolegów, aby dalej móc czytać. Ta dwucyfrowa liczba części może przerażać, ale uwierzcie – nie ma to nic wspólnego z „Modą na sukces”, każdy tom jest inny i równie ciekawy jak poprzedni. A jaką pustkę się czuje po odłożeniu na półkę ostatniego tomu :(
 
Ta saga wprowadziła mnie w bajkowy świat skandynawskich krajobrazów i kolejnych sag. Po przeczytaniu Ludzi Lodu przeczytałam 15-tomową „Sagę o Czarnoksiężniku” tej samej autorki, gdzie w jednym tomie pojawiło się kilka postaci Ludzi Lodu. W następnej kolejności każdą moją wolną chwilę zajmowała 20-tomowa „Saga o Królestwie Światła”, w której splatały się losy rodu Czarnoksiężnika i Ludzi Lodu. Nawet nie wiecie jaka byłam wdzięczna Margit Sandemo, że kontynuowała wątki tych dwóch sag w kolejnej. I pomimo tylu przeczytanych książek nadal jest mi mało. Nadal chcę więcej. W przeciągu ostatnich 4 lat przez moją biblioteczkę przewinęło się kilkanaście sag skandynawskich innych autorów, ale żadna nie dorównała „Sadze o Ludziach Lodu” i pozostałym sagom Margit. W tym roku autorka kończy 90 lat. Mam nadzieję, że zdąży jeszcze napisać coś ciekawego co doczeka się przekładu na polski.
 
 
A może ktoś z Was już czytał tę sagę? Jakie są Wasze wrażenia?

24 komentarze:

  1. Uwielbiam Ludzi Lodu! U mnie leżą piętrowo, bo mi się nie mieszczą na półce :D Przeczyatne raz w gimnazjum i w grudniu-styczniu tego roku :) (Wiadomo, przecież do matury trzeba się mocno przygotowywać :D).

    Który tom/bohater jest Twoim ulubionym? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam to już dosyć dawno, ale postacią, którą uwielbiam ponad wszystko to Heike Lind. Wcześniej była Villemo i Dominik - nigdy nie zapomnę ich gorącej nocy w wiatraku (? albo czymś podobnym z trzeszczącymi dechami) :) A potem jako staruszka drepcząca po śniegu po śmierci męża - jak umarła z tęsknoty.

      Usuń
  2. Jako masowy połykacz książek, zwłaszcza fantastyki nabrałam ochoty na tą serię. Może uda mi się gdzieś książki dostać. Co sądzisz o twórczości Tolkiena - głównie o Hobbicie i Władcy Pierścieni oraz ich ekranizacjach? Ciekawa jestem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że nie czytałam. Hobbita udało mi się uniknąć w gimnazjum, bo chorowałam, a Władców Pierścieni też nie tykałam. Bratu Hobbit bardzo przypadł do gustu, ale Władców Pierścieni nie mógł strawić. I podobnie ze mną jeżeli chodzi o ekranizację. Władców Pierścieni miło oglądało mi się tylko przez kilka pierwszym minut kiedy pokazywali tą zieloną, magiczną dolinę, ale ciągłe walki jakoś mnie nie kręcą. Natomiast oglądałam w całości pierwszą część Hobbita i byłam zachwycona, być może kiedyś skuszę się na książkę :)

      Usuń
  3. Post naprawdę zachęcający, ale niestety, to zupełnie nie moje klimaty :P
    Raz w życiu przeczytałam książkę w podobnym guście, ale było to we wakacje nad morzem, nie mogłam pływać i cały tydzień siedziałam na plaży i się nudziłam, więc po przeczytaniu wszystkich przywiezionych książek (przeze mnie i mojego tatę, więc trochę tego było) poszłam do takiego namiotu z milionem pierdółek i tam były książki po 2 zł, jakieś tam części z jakichś sag (oczywiście niekompletne sagi, dlatego po 2zł). Jakoś przetrawiłam, ale to zdecydowanie nie trafia w mój gust :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham margrid sandemo. Przeczytałam całą „sagę o ludziach lodu” i ”sagę o czarnoksiężniku” zazdroszczę Ci tej kolekcji. Gdyby można je było gdzieś kupić to na pewno bym je miałam. Chłonęłam te książki niesamowicie. Cudowna historia.
    Chciałabym przeczytać „Sagę o Królestwie Światła”. Skąd Ty bierzesz te książki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Saga o Ludziach Lodu należy do mamy, a kolejne sagi kupowałam na allegro. Potem je sprzedawałam, żeby mieć miejsce i pieniądze na kolejne :) Na allegro prawie wszystkie sagi można dostać :)

      Usuń
  5. 47 tomów?! raaany, ja jak widzę, że książka ma 6 to już mi się odechciewa ją czytać, bo te ostatnie części zazwyczaj są naciągane.
    ale 47... wow. nie wiem, czy odważyłabym się je przeczytać, mimo, że ciekawie nakreśliłaś fabułę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. 47 tomów?! raaany, ja jak widzę, że książka ma 6 to już mi się odechciewa ją czytać, bo te ostatnie części zazwyczaj są naciągane.
    ale 47... wow. nie wiem, czy odważyłabym się je przeczytać, mimo, że ciekawie nakreśliłaś fabułę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat w Ludziach Lodu nic nie jest naciągane i do ostatniej chwili czytałam z zapartym tchem :) Poza tym książki są małych gabarytów, w miarę dużymi literami, po 200-250 stron jedna. Jeżeli jest się dobrze skoncentrowanym to na 2-3 godziny czytania, dziennie nawet przez kilka można przebrnąć :)

      Usuń
  7. No no. zapowiada się nieźle.
    Ja zakochałam się w Wiedźminie, kiedy się skończył narzekałam jeszcze długo, aż w listopadzie dowiedziałam się o kolejnej części. Dużo fanów płci męskiej wiedźmina dziwiło się, że mi się to podoba, ze względu na czysto męskie spojrzenie na świat książki. Myślę, że to mi się właśnie podobało.
    W międzyczasie brałam się za Grę o tron i teraz znów czekam na następne części.
    Ogólnie nie przepadam za tasiemcami, ale brak dobrej książki może mnie pociągnąć do tej sagi. Nie kupuję książek, bo zawsze czytam je tylko raz, dlatego to, co czytam jest zależne od biblioteki, która jest porządnie zaopatrzona.
    Jak tylko skończę Wojny Świata Wynurzonego, lecę szukać pierwszego tomu o ludziach lodu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój brat jest ogromnym fanem Wiedźmina i ciągle próbuje mnie namówić na spróbowanie. Wszystkie części kusząco czekają na mnie na półce, ale ja wciąż znajduję coś innego do czytania :)

      Grę o tron próbowałam pierwszy odcinek namówiona przez chłopaka. Zazwyczaj ogląda dobre seriale, ale w tym przypadku przez pierwszy odcinek po prostu się nudziłam i zastanawiałam się jak on może to oglądać. Zmusiłam się jeszcze na drugi, ale kiedy giną niewinne zwierzęta to to zdecydowanie nie dla mnie. Brat przeczytał wszystkie dostępne części Gry o Tron, ale jak stwierdził - męczył ją. Mam wrażenie, że z fenomenem Gry o Tron jest tak jak z sagą Zmierzch - wszyscy rzucili się na to, kiedy pojawiła się ekranizacja - ot, takie przereklamowane.

      Ludzie Lodu nie mają nic wspólnego z tasiemcami, chociaż sprawiają takie wrażenie. Trzeba się przełamać i przeczytać ze 2-3 części, żeby się o tym przekonać :)
      Nie wiem czy Ludzi Lodu znajdziesz w bibliotece. U mnie zrezygnowano z niej kilkanaście lat temu, bo ludzie kradli pojedyncze tomy i saga wciąż była niekompletna. Na allegro można ją dostać. Wydatek rzędu 2-3 stów, ale po przeczytaniu zawsze można odsprzedać a za pieniądze ze sprzedaży kupić kolejną serię książek :) Popytaj też znajomych i rodziny - Ludzie Lodu to był kiedyś taki fenomen, że duuużo ludzi te książki posiada w swojej biblioteczce.

      Usuń
  8. o tak, znam i potwierdzam, że wciąga ;) jestem troszkę starsza od Ciebie, pamiętam jak pod koniec SP wszystkie dziewczyny w klasie czytały, był szał ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. O, ja byłam kiedyś wielką fanką :) do tego stopnia, że napisałam list do autorki i po około 2 -3 latach (!) dostałam z Norwegi piękną odpowiedź wraz z autografem :) A w te wakacje oddałam mój komplet do biblioteki, która poszukiwała brakujących części, a miałam tego sporo, prawie całość. Rozstałam się bez bólu, bo niektóre książki czytałam po kilka razy. W końcu jeden taki tomik to 2 góra 3 godziny czytania :) Niektórzy bohaterowie byli mi bliscy, innych nie lubiłam. Ale po latach stwierdziłam, że jednak to nie moja bajka. Z wielu różnych powodów, min. chodzi o ostatnie tomy oraz robienie przez autorkę pozytywnej postaci z ucieleśnienia zła. Ale to już mój osobisty pogląd na sprawę :)
    Dodam tylko, że pierwsze tomy zaczynałam czytać też w okolicach 15-16 lat :) że też mi to wypożyczali w bibliotece ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zazdroszczę!
      A ja uwielbiałam postać Lucyfera przez wiele tomów - autorka go bardzo pozytywnie przedstawiła. Zmieniłam do niego stosunek w ostatnim tomie, kiedy wyszły na jaw jego plany (zebranie na wzgórzu w pobliżu Lipowej Alei).

      Usuń
  10. Ja zatrzymałam się kiedyś w połowie tej sagi i niestety nigdy więcej do niej nie wróciłam.

    OdpowiedzUsuń
  11. muszę przyznać, że nie przeczytałam Twojej 'zajawki' do końca :d nie lubię, gdy ktoś opowiada mi nawet mały fragment książki, czasem wystarczy, że powie, że to dobra fantastyka. Tak już nauczył się robić mój brat i dzięki niemu pochłonęłam już kilka sag :) Jutro wybiorę się do biblioteki i jeśli będzie tam chociaż kilka pierwszych części - zaczynam czytać :) zdecydowanie przekonał mnie Twój entuzjazm, no i wzmianka o intymnych scenach haha :) dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Swego czasu również czytałam tę Sagę:) byłam zachwycona i jednocześnie zła, bo w bibliotece było jedynie 21 tomów, a reszty nie było skąd skombinować... Zazdroszczę kolekcji! Jestem bardzo ciekawa jak potoczyły się dalsze losy bohaterów, mam nadzieję że kiedyś uda mi się przeczytać od nowa, ale w całości tę serię :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdy zobaczyłam tytuł posta i gdy go przeczytałam, zdałam sobie sprawę, że u mnie w domu też na półce stoi kilka części, ale jakoś nigdy po nie nie sięgnęłam. Oczywiście nie jest to tak pokaźna kolekcja, ale pierwsze części są na pewno, więc przy najbliższej okazji będąć w domu wyciągnę książki z półki , bo zainteresowałaś mnie i to bardzo :D A jak się spodoba , to się będzie myśleć co dalej :D :)
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam całość 3 razy a od ok 4 lat mam swój komplet :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja osobiście nie czytałam, ale może kiedyś... Nie moja tematyka ;) Może kiedyś sięgnę, bo skoro Ty możesz mieć 45 tomów (!!!), a niektóre osoby w komentarzu piszą dobrze o tych książkach, to dlaczego by nie przeczytać ... Jak na razie jestem (że tak powiem) za młoda i chyba bym tego mogła nie zrozumieć :D Ale w przyszłości...zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Odkad pamietam, ta saga stała na półkach. Po raz pierwszy zabrałam się za nią, jak miałam z 12 lat. Moja mama zauważyła i wzięła mnie na "poważną" rozmowę. Nie o pszczólkach i motylka, te juz mialam za soba, jak i porzadny wdż w szkole. Nie była zbyt zachwycona, ale nie zabraniała mi. Powiedziała jedynie, że jesli bede miała jakieś pytania lub problemy z trescia, abym przyszla do niej i porozmawiamy.
    Ksiazki pochlanialam jedna za druga, a potem polowa dziewczyn z mojej klasy (6 podstawowki) je czytala :)
    Pamietam, ze doszlam do 15 tomu i musialam przerwac, poniewaz zgubil nam sie tom 16, a w bibliotece go nie bylo. Potem wyjechalam na wakacje i juz nie wrocilam. Ponownie zaczelam czytac, przed wyjazdem na studia, niestety znowu doszlam do tomu 15/16 i nadszedl czas wyjazdu. Ksiazek nie moglam zabrac, a w domu jestem raz na rok, wiec nie mam jak przeczytac. Oczywiscie, moglabym przeczytac w formie e-booka, ale nie znosze czytac na komputerze. Jednak forma papierowa, to jest to :) I do tego duza paczka slonecznika :D Mmm :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Podobne klimaty i czas można znaleźć w pięknej powieści zatytułowanej "A lasy wiecznie śpiewają".Piękna , warto przeczytać.Niestety nie pamiętam nazwiska autora.Wiem,że to autor skandynawski.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.