poniedziałek, 30 września 2013

Jest już moja wyzwaniowa nagroda :)

Na początku jak moja żabka wygrała w Kreatywnym Kufrze dosłownie skakałam z radości. Za chwile ocknęłam się i zapał ostygł kiedy zobaczyłam, że wygraną jest bon w Sklepiku Dla Was. Żałowałam, że to nie drugie miejsce, bo zależało mi na obkupieniu się w koraliczki, które wykorzystałabym w projekcie WOŚP. Ale za chwilę znowu się podjarałam, bo dotarło do mnie, że SDW nie sprzedaje tylko foremek, których nie używam, ale ma w ofercie również modelinę. A chwilę później znowu zrzędła mi mina, bo większości kolorów jest niedostępnych. No, ale zaczęłam przeglądać i odkrywać stronę i byłam w szoku, że tak wiele ciekawych rzeczy, o których nie miałam pojęcia, że sklep jest w nie zaopatrzony. Żałuję jedynie, że tak wiele z nich było niedostępnych. Zapełniałam koszyk, ale potem jeszcze kilka rzeczy musiałam wyeliminować, żeby zmieścić się w tej stówce :) I dziś przyszła do mnie paczuszka ze śliczną wizytóweczką, którą sobie zatrzymam na pamiątkę :) A w niej:

   
To była pierwsza rzecz jaką dodałam do koszyka, taka praktyczna. Przy niektórych elementach zawsze mam problem z pakowaniem, żeby było bezpiecznie, a przy tym estetycznie. Te kartoniki z pewnością się przydadzą :)
  
   
Fimo. Jestem bardzo zawiedziona z powodu tego w jakiej formie przyszła do mnie turkusowa modelina. Gdyby chociaż jedna kostka była w oryginalnym opakowaniu. Celowo zamówiłam dwie. Jedną dla siebie, jedną na rozdanie dla Was, ale w takiej formie nie nadaje się na candy. Dla Was więc będzie ta jasnozielona, a ja pozostaję z nadmiarem turkusu. Oprócz tych dwóch kostek mam jeszcze jedną turkusową w domu. Macie jakieś pomysły na wykorzystanie tego kolorku?
     
  
Nożyki :) A jeden z tych większych również z myślą o przyszłym rozdaniu :)
   
    
Wprawdzie znam przepis na zapachowe polewy, ale sama w domu jestem w stanie wyprodukować tylko czekoladowe. Kupiłam więc z ciekawości do innych zapachów i ze względu na probówki, które po wykończeniu będę na nowo zapełniać.
   
   
Te maleństwa skradły moje serca. WSZYSTKIE kolory. Nie wiedziałam, które wybrać. Boję się tylko czy nadadzą się do wypiekania.
  
  
  W domu mam tylko dwie szpule łańcuszka o grubych oczkach i zawsze brakuje mi tych cieniutkich łańcuszków. W Sklepiku Dla Was zaopatrzyłam się w 5szt.
  
  
I w końcu wkrótce pojawią się u mnie spineczki :)
 
    
I kilka małych półfabrykatów :)
 

Dla mnie ta nagroda jest wyjątkowo wyjątkowa, bo nigdy niczego nie wygrałam. To taki pierwszy raz, więc jaram się niemiłosiernie :D


Z innej beczki - Nie zaczął się jeszcze październik a pożal-się-Boże władze humana już zdążyły mnie porządnie zdenerwować i już od rana chodzę nabuzowana. Organizacja gorsza niż rok temu, podczas gdy na innych wydziałach jakoś nie mają takich problemów -.-

sobota, 28 września 2013

Ślubny sutasz 2

Wiecie co? Wybrałam się ostatnio do jedynego sklepu pasmateryjnego w Olsztynku. Z niewielką wprawdzie nadzieję, że na zadupiu dostanę cokolwiek czego potrzebuje, ale pomyślałam, że spytać nie zaszkodzi. I spytałam o sznurek sutasz. I wyobraźcie sobie, że był! Jeden kolor, ostatnie dwa metry, leżące pod ladą od kilku lat, bo "nikt tu takich rzeczy nie kupuje". Producent No Name, a cena za metr trzykrotnie wyższa niż metr metalizowanej Pegi z korallo (Ot! Takie uroki życia w małym miasteczku). Zauroczona złotym kolorem, którego nie miałam w swojej kolekcji wzięłam, a do niego dobrałam dwa śliczne guziczki i tak oto powstały proste, ślubne kolczyki :)
I powiem Wam, że strasznie dobrze mi się z niego szyło, taki fajny sztywny, muszę się dowiedzieć cóż to za producent.




   

Nadal poszukujemy modeliniarek chętnych do przyłączenia się do modelinowego projektu koordynowanego przez Biżuteryjki dla WOŚP! W chwili obecnej tabelka na jedną przewidywaną bransoletkę jest już prawie uzupełniona, ale przewodnicząca projektu powiedziała, że jeżeli zwerbuję więcej modeliniarek będziemy mogły stworzyć dwie (a jak będzie nas dużo to może nawet trzy) bransoletki. Jeżeli chcesz wspomóc akcję swoim ręcznie ulepionym charmsem zapisz się do TEJ grupy, aby dowiedzieć się więcej. Warunek - charms ma być ze srebrnym zapięciem (925) oraz koniecznie musimy sfotografować go z naszymi buźkami :) Twoje wpisanie się do grupy będzie dla mnie równoznaczne z Twoją chęcią wzięcia udziału i akceptacją warunków. Czas do poniedziałku - do tego czasu muszę dać znać przewodniczącej ile nas jest i co chcemy lepić.

piątek, 27 września 2013

Pralinkowy naszyjnik III

Przyznam się Wam, że uwielbiam te duże naszyjniki, naprawdę świetnie prezentują się na szyi i już nie mogę się doczekać tych wszystkich ciekawskich spojrzeń, kiedy w październiku ubiorę taki na uczelnię :D



Pierwsze 3 czekoladki ulepione RĘCZNIE, bez użycia jakichkolwiek foremek. Napis "Milka" odciśnięty stemplem. Ostatnia czekoladka wyszła spod foremki.

PS. Jeżeli są tu jakieś modeliniarki, które chcą ulepić coś słodkiego na Biżuteryjki na WOŚP zapraszam TU. Po zapoznaniu się ze szczegółami będziecie mogły wpisać się do odpowiedniej tabelki :) Pozostały jeszcze 3 miejsca :)

środa, 25 września 2013

Postępy Tereski na przełomie lat 2008 - 2013

Oficjalnie zawsze mówię, że robię biżuterię od 2009 roku (zaczynałam bloga z bransoletkami z muliny, których nie ma w tym poście). Prawdą jest jednak, że pierwsze swoje kolczyki zrobiłam na początku 2008 roku i były to kolczyki z modeliny. Dziś w formie zdjęć przedstawię Wam porównanie swoich prac. Będziecie mogli zobaczyć jakie postępy poczyniłam i jednocześnie udowodnię Wam, że wcale nie mam talentu :P 
Bardzo mi głupio kiedy czytam Wasze komentarze "Super, masz talent!" i nigdy nie wiem co odpisać, żeby nie wyjść na próżną. Talent jest wrodzony a jak zobaczycie po moich pierwszych pracach nie były one najpiękniejsze. Nie możemy więc mówić tu o wrodzonych zdolnościach a po prostu o wyuczonych umiejętnościach. Biżuterię może tworzyć KAŻDY, dosłownie każdy! Tylko po prostu musi liczyć się z tym, że jego początki nie będą zachwycające. Praktyka czyni mistrza i po kilku latach oglądając stare zdjęcia pomyśli: "To naprawdę moje prace? Co za wstyd!". 
Tak jest właśnie ze mną. Pamiętam jak zachwycałam się każdą moją pracą. Rok później zachwycałam się aktualnymi pracami, ale moich pierwszych się wstydziłam. Kolejny rok później krytykowałam swoje prace sprzed roku i tak dalej... Każdego roku wydaje mi się, że osiągnęłam już maksimum swoich umiejętności i już nie jestem w stanie się dalej rozwijać, mam wrażenie, że nigdy nie uda mi się dojść do perfekcji. I do tej pory zawsze się myliłam. I mam nadzieję, że dalej się mylę a moje prace co roku będą stawać się ładniejsze.
Ważną rzeczą, którą chcę zaznaczyć jest fakt, że należę do grupy tych, którzy mieli trudniej. Przed 2010 rokiem dopiero powstawały blogi rękodzielnicze a w internecie nie było tylu porad i tutoriali. Praktycznie do wszystkiego dochodziłam sama metodą prób i błędów.
Oglądając poniższe prace zwróćcie uwagę jak ważną rolę odgrywają dobrze wykonane zdjęcia. Wszystkie poniższe zdjęcia wykonywałam tym samym aparatem, który z biegiem lat poznawałam coraz lepiej. To najzwyklejsza cyfrówka z Biedronki, kupiona za ok. 200zł - Kodak EasyShare C913. W chwili obecnej moje wymagania względem jakości zdjęć są znacznie wyższe i mam nadzieję, że w przeciągu najbliższych kilku lat dorobię się jakiejś porządnej lustrzanki, aby uzyskać jeszcze lepsze efekty wizualne fotografując biżuterię.
   
  
W wakacje 2009 roku założyłam bloga na fotoblogu, aby prezentować swoje bransoletkowe plecionki. Prowadząc bloga sama byłam czytelniczką innych i tym samym spotykałam się z przeróżnymi technikami. Zakochana w ręcznie malowanych kolczykach zamówiłam sobie drewienka na allegro. Ale jeszcze zanim je otrzymałam przyjrzałam się dokładniej pracom zamieszczanym na tamtym blogu i powiedziałam sobie: "Chwila, chwila, ale przecież to nie jest namalowane tylko przyklejone!". I w ten sposób w październiku 2009 zrobiłam sobie pierwsze dekupażowe kolczyki z Marilyn, przyklejone na zwykły klej, polakierowane śmierdzącym lakierem do paznokci :D Nie wiedziałam nawet, że to decoupage, bo w tamtym czasie wszystkie blogerki (nie ukrywam, że ja również) niechętnie chwaliły się technikami i materiałami jakich używały. Wszystko było TOP TOP TOP SECRET :P Z czasem powolutku wszystko się objaśniało, wujek Google jest naprawdę świetnym wynalazkiem. Dowiedziałam się, że technika nazywa się decoupage, że na allegro można kupić specjalne kleje i werniksy, a w sklepach budowlanych równie dobre zamienniki. Oto jak zmieniały się moje dekupażowe prace:
    

    
  
W 2008 roku, kiedy chodziłam do 2 klasy gimnazjum prowadziłam jeszcze zwykłego bloga ze zdjęciami swojego gimbaziarskiego ryjka :D Trafiałam czasami na pierwsze blogi z kolczykami z modeliny. I pozazdrościłam. Wyciągnęłam Astrę i ulepiłam trzy pierwsze pary kolczyków: serca, biedronki i liście. Niestety do dziś zachował mi się tylko jeden sercowy i jeden biedronkowy kolczyk, które możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu (pierwsze zdjęcie jest wyjątkiem i zostało wykonane niedawno na potrzeby posta). Urocze prawda? Ktoś jeszcze upiera się, że mam talent? :D Ja się w ogóle zastanawiam jak ja mogłam je z taką dumną ubierać do szkoły o.O
Po calutkim dniu lepienia znienawidziłam modelinę. Teraz już wiem, dlaczego była taka twarda i tak strasznie się kruszyła. Tą modelinę miałam jeszcze z czasów klas 1-3 podstawówki, więc z pewnością była przeterminowana :P Prawie dwa lata później popełniłam ten sam błąd i również z przeterminowanej modeliny ulepiłam coś co przypomina truskawki i znowu po męczarni z kruszącą się modeliną znienawidziłam modelinę na kolejny rok. I nie uwierzycie! W 2010 roku znowu popełniłam ten sam błąd! Te moje pierwsze babeczki również powstawały w bólu z ok. 8-letniej modeliny :D Dopiero w 2011 roku zorientowałam się, że to nie ze mną jest coś nie tak tylko z modeliną. Ah, te blondynki! No i właśnie wtedy pierwszy raz w Kreatywnym Zakątku kupiłam sobie modelinę Sculpey (wtedy kosztowała niecałe 6zł).
     
Moje postępy na przełomie lat 2008 - 2013:

  
Porównanie konkretnych wzorów:
    

   
   
W przypadku sutaszu nie ma tak naprawdę jeszcze co porównywać, bo nie minął nawet rok odkąd szyję. Prawdę mówiąc do tej pory uszyłam tylko 20 sutaszów. Poniższe zdjęcie przedstawia moje pierwsze kolczyki soutache i mój ostatni naszyjnik. Oczywiście widać pewną różnicę, moje pierwsze kolczyki są strasznie krzywe i nici są widoczne. W chwili obecnej wyrobiłam w sobie umiejętność samodzielnego projektowania wzorów, ale pod względem technicznym jeszcze do kilku rzeczy można się przyczepić.
   


Właściwie powinnam się wstydzić swoich pierwszych prac, ale o dziwo wcale tak nie jest, bo pomimo, że są przerażająco szpetne są świetnym dowodem na to, że praktyka czyni mistrza. A widok postępów jakie poczyniłam motywują do dalszej pracy. Mam nadzieję, że zmotywują również Was :)


wtorek, 24 września 2013

Klonowe liście / aukcje allegro

Moja dwudniowa nieobecność spowodowana jest nadmiarem roboty. Został mi ostatni tydzień wakacji, patrzę na listę zadań do wykonania i myślę sobie "Mój Boże! Nigdy temu nie podołam.".

Kolczyki powstały z resztek listków jakie mi pozostały po jesiennym lepieniu. Akurat tak złożyło się, że są w miarę równe i nadawały się na formę kolczyków. Pozostało mi jeszcze 5 niewykorzystanych liści dębowych, z którymi nie wiem jeszcze co zrobić :)


Ulepione całkowicie ręcznie, bez użycia jakichkolwiek foremek.

Wczoraj korzystając z taniego wystawiania na allegro wystawiłam 88 aukcji.
Niektóre ceny atrakcyjniejsze niż na otwarte24.
Zapraszam:
http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=13701927

sobota, 21 września 2013

Czekoladowe torciki w kratę 2

Ulepione ręcznie bez użycia jakichkolwiek foremek.
   
Moi drodzy rzucajcie pomysły na tutoriale, jakie chcielibyście zobaczyć tu na blogu, potem strzelę ankietę i wybiorę te, które uzyskają największą ilość głosów.
A w poprzedniej ankiecie możecie nadal brać udział z tym, że przeniosłam ją na sam dół bocznego paska.
    
PS. Po opublikowaniu najnowszego planu zajęć, który zaczynam realizować od października mam taką depresję, że beczę prawie cały dzień. Zajęcia od 8 do 20 prawie dzień w dzień z mnóstwem okienek w międzyczasie, gorzej niż rok temu, to jest tragedia jakaś!

czwartek, 19 września 2013

Polska Złota Jesień - sutaszowa kolia

Możemy powiedzieć, że już mamy jesień. Zrobiło się zimno, pochmurno, ale słońce czasami usiłuje się jeszcze przebić a pod nogami szeleszczą liście. Nie jest to jednak jeszcze jesień w pełnej krasie, bo w parku wciąż przeważa zieleń. Moja jesienna kolia inspirowana jest późną jesienią. Naszą piękną, złotą, polską jesienią, kiedy drzewa są już gołe i czekają na przykrycie białym puszkiem, a na chodnikach roi się od wysuszonych liści, gdzieniegdzie trochę żółci i czerwieni, a miejscami nawet ostatnie pozostałości lata w postaci zielonych listków. A wszystko otulone złotymi, ale zimnymi już promieniami słońca.
Duża kolia, którą dziś Wam przedstawiam jest połączeniem technik misternego ręcznego haftu sutasz oraz beadingu  z elementami z masy termoutwardzalnej. Centralna moneta została ulepiona z perłowej masy Sculpey, po wypaleniu w piecu ręcznie pomalowana i zawerniksowana na połysk a następnie obszyta drobnymi koralikami Toho metodą beadingu. Następnie - podążając za samodzielnie zaprojektowanym i rozrysowanym szkicem - obszyłam ją wplatając dodatkowo w sznurki kamienie i koraliki. 
W pracy zostały użyte kwadratowe i drobne, okrągłe koraliki Toho, gliniane monetki, masa perłowa oraz kamienie naturalne w postaci marmuru, howlitu, koralu, jadeitu górskiego, jaspisu oraz chińskiego jaspisu krajobrazowego, piasku pustyni, sardonyksu (odmiana agatu), a także tygrysiego oka (odmiana kwarcu).
Od wyhaftowanej części głównej rozchodzą się dwa liście klonu ręcznie ulepione z masy Sculpey oraz starannie przyszyte do całości. Od liści aż do zapięcia prowadzi skręcany sznurek. Zapięcie guziczkowe również wykonane techniką sutasz. Tylna część wykończona sztywnym, trwałym filcem.
Obwód kolii wynosi ok. 55cm, ale dzięki guziczkom może być 1 lub 2cm dłuższa. Sama centralna część ma 13cm długości.
Naszyjnik jest rezultatem 38 godzin pracy.







  
Niestety kolia okazała się za duża, aby sfotografować ją na moim ekspozytorze, który przeznaczony jest tylko dla małych naszyjników. Nie opłacało mi się tylko z powodu jednego naszyjnika zamawiać nowy, większy ekspozytor. Macie więc zdjęcia na mnie :D Wprawdzie mój Rafał nie jest najlepszym fotografem (mój aparat w rękach trzymał drugi raz), a i ze mnie kiepska modelka, ale chciałam pokazać Wam jak prezentuje się na szyi :)
  

  
Kolię zgłaszam na jesienne wyzwanie Kreatywnego Kufra.
  

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~
  
A teraz coś ode mnie :) 38h samego szycia. Wcześniej kilka godzin projektowania, szkicowania, gumkowania, poprawiania. Na koniec fotografowanie i przerabianie zdjęć. Łącznie można liczyć ze 45h poświęconych jednej pracy. A wszystko zaczęło się 23 sierpnia, kiedy zdecydowałam się na udział w jesiennym wyzwaniu i podjęłam pierwsze próby szkicowania o czym pisałam na blogu. Tak wyglądał pierwszy zarys:
  
 
Na dzień wcześniej lepiłam takie dwie monetki, którym przed wypieczeniem miałam zrobić dziurki i stworzyć z nich naszyjniki. W momencie tworzenia pierwszego zarysu kolii stwierdziłam, że taka monetka byłaby idealna w centrum naszyjnika o tematyce jesiennej. Do samego końca nie wiedziałam, którą z nich wybrać. Bardziej skłaniałam się ku złotej, ostatecznie jednak stwierdziłam, że złota zginie wśród brązowych sznurków i wybrałam tę jaśniejszą.
 
     
A tak wyglądał mój projekt. Jak widzicie nie jest ukończony. Po prostu miałam w głowie kilka zamysłów i nie wiedziałam jak potoczy się końcowa historia naszyjnika :)  Możecie nawet zauważyć, że ostatni element rozgałęzienia różni się od tego, który w rzeczywistości uszyłam.
  
      
 
Absolutnie nie planowałam obszywać kaboszonu koralikami. Pod koniec sierpnia dotarły do mnie kamienie i koraliczki Toho, ale wciąż cały weekend musiałam czekać na sznurki. Nie wiem nawet skąd przyszedł mi do głowy pomysł na obszycie monety. Pierwszy raz w życiu miałam do czynienia z beadingiem i to w najprostszej postaci i z ręką na sercu mówię Wam: MA-SA-KRA. 4h wyjęte z życia! Ogromny szacun dla tych, który mają do tego cierpliwość :)
 
   
A potem pozostało mi już tylko szyć. Od 30 sierpnia robiłam to sukcesywnie, po troszeczku :)
 


Koniecznie, ale to KONIECZNIE chciałam urozmaicić naszyjnik liściami z modeliny. Do ostatniej chwili myślałam, że nic z tego nie będzie, bo te po prostu nie pasowały do uszytych elementów. Poświęciłam więc trochę więcej czasu i uszyłam dwa nowe elementy i udało się! A w efekcie pozostały mi dwa niewykorzystane elementy, z których powstaną niedługo kolczyki do kompletu :)

Podczas szycia pierwszy raz miałam do czynienia z koralikami Toho i dopiero teraz rozumiem, dlaczego sutaszystki przepłacają. Są takie równiutkie! Nie muszę siedzieć i wybierać w miarę równych :)

No i to wszystko.
Jak Wam się podoba? :)
 

środa, 18 września 2013

Wyróżnienie w wyzwaniu Kreatywnego Kufra

Witajcie ponownie :) Śpieszę donieść, że moja żabia broszka została wyróżniona w Wyzwaniu Tematycznym Kreatywnego Kufra i zajęła...
1 miejsce!

Bardzo, baardzo dziękuję :) Nawet nie wiecie jak się cieszę, bo z ręką na sercu przyznaję, że w ogóle na to nie liczyłam. Długo zastanawiałam się czy żabę w ogóle publikować na blogu, bo brat standardowo zlustrował ją swoim krytycznym wzrokiem i mówił, że żaby to to w ogóle nie przypomina. Dziś po wejściu na bloga i zobaczeniu swojej żaby w miniaturce nowego posta Kreatywnego Kufra przez pół godziny miałam banana w gębie, obdzwaniałam chłopaka i mamę będącą jeszcze w pracy, nawet sąsiadce poleciałam się pochwalić :D Ochłonęłam, więc teraz mogę spokojnie opublikować posta :)



ShinyBox WRZESIEŃ 2013

   
Oto mój wrześniowy ShinyBox, który dotarł do mnie dziś przed południem. To już moje 16 pudełeczko :) Jakie jest tym razem? Fajne marki, ale produkty małe, jedynie dwa z nich pełnowartościowe. Ale do rzeczy. Co dostałam?
   

TONI & GUY
SHINE GLOSS SERUM
Serum nadające włosom blask i lśniący wygląd. Wygładza i nabłyszcza włosy. Zapobiega puszeniu i elektryzowaniu. (Info z ulotki) 
Wartość 39,99zł/30ml. W pudełku znalazłam 10ml próbkę (wartość ~13,4zł). 
Kosmetyków do włosów nigdy za wiele. W czerwcu pierwszy raz w życiu malowałam włosy i mam teraz bzika na ich punkcie, że farba mogłaby je mocno zniszczyć, więc z pielęgnacji włosów zawsze jestem zadowolona :)
  

SCOTTISH FINE SOAPS
AU LAIT MLEKO DO CIAŁA
Nawilża i chroni skórę, która pozostaje gładka jak satyna. Zawarte w produkcie białko mleka naturalnie nawilża skórę a witamina E, znana z naturalnych właściwości anty-utleniających odmładza ją. (Info z ulotki)
Wartość 49,9zł/220ml. W pudełku znalazłam 50ml próbkę (wartość ~11,4zł).
Miłe zaskoczenie. Dla mnie nowość, bo nigdy o tej marce nie słyszałam. Pięknie pachnie i duży plus za nietestowanie na zwierzętach :) Szkoda tylko, że takie małe.
     

GLAZEL
KREDKA DO OCZU Z APLIKATOREM
Dzięki swojej miękkości zapewnia delikatnym okolicom oczu komfort podczas malowania. Zakończona miękkim aplikatorem - gąbką który umożliwia precyzyjne roztarcie konturów i uzyskanie modnego efektu przydymionego oka. Kreska narysowana za jej pomocą jest niezwykle trwała. (Info z ulotki)
23zł/1,8zł. W pudełko znalazła się kredka pełnowymiarowa.
Dla mnie zbędny kosmetyk. Kredek nie używam od czasu marcowego pudełka, kiedy otrzymałam czarny cień, który używam do rysowania precyzyjnych kresek. Mama natomiast ma zbyt jasną oprawę oczu na takie ciemne kolory, więc kredka ląduje w szafce na czarną godzinę.
   

PHENOME
SZAMPON DO WŁOSÓW PRZYWRACAJĄCY RÓWNOWAGĘ SKÓRY
Delikatny preparat do codziennego mycia każdego rodzaju włosów. Opracowany na bazie organicznych ekstraktów oraz ekologicznych wód roślinnych. Przywraca optymalną równowagę i rewitalizuje. Włosy stają się miękkie i elastyczne, podatne na układanie. (Info z ulotki)
Wartość 75zł/250ml. W pudełko znalazłam 50ml próbkę (wartość 15zł).
Szampon chętnie zużyję, chociaż tak mała ilość wystarczy na max. 3 mycia.
   
   
PAESE
RÓŻ Z OLEJEM ARAGANOWYM
Posiada delikatną konsystencję opartą na wysoko rozdrobnionych składnikach pudrowych. Witaminy A, C i E pielęgnują skórę, a olej araganowy zapobiega wysuszaniu naskórka i dba o jego odpowiedni poziom nawilżenia. Bez parabenów, bez alergenów. (Info z ulotki)
Wartość 18,9zł/4g. W pudełko znalazł się róż pełnowymiarowy.
Na początku ogłosiłam go najlepszym kosmetykiem pudełka, głównie dlatego, że trafił mi się jasny odcień, idealny do mojej białej cery. Niestety teraz, po pierwszym użyciu mam mieszane uczucia. Zapach przyprawia mnie o mdłości.
 

Po raz kolejny przywitała mnie inna ulotka zaprojektowana specjalnie do wrześniowej edycji. Bardzo, bardzo mi się podobają te karteczki.
 

Oprócz tego w pudełku miałam całą masę ulotek. Ta pierwsza z Dermo Pharmy zawierała niespodziankę w postaci malutkiej próbki w saszetce. Oprócz tego 10% rabat na zakupy w Bioperle i na kolejnego ShinyBoxa :)

Krótkie podsumowanie: Wartość całego pudełka nie przekroczyła 100zł, tak jak reklamuje się ShinyBox na swojej stronie internetowej. To już nie pierwszy raz w tym roku. Pomimo, ze wszystkie kosmetyki przypadły mi do gustu czuję niedosyt. W ostatnim czasie byliśmy rozpieszczani dużą ilością kosmetyków, gdzie w pudełku przeważały pełnowymiarówki, a dziś kiedy wzięłam do ręki lekkie pudełko a po rozpakowaniu zobaczyłam pustki przeraziłam się, że dostałam wybrakowane  i zaczęłam szybko liczyć kosmetyki. Ilość się zgadzała, a jedynie pojemność produktów spowodowała, że pudełko wydawało się prawie puste :)

Jeżeli ktoś z Was nie subskrybuje jeszcze ShinyBoxa może to zrobić z tego linku:
Koszt jednego pudełka to jedyne 49zł, a wartość zawartości zazwyczaj jest wyższa. W dodatku co miesiąc możesz cieszyć się jak dziecko otwierając z niecierpliwością pudełko-niespodziankę. UWAGA! ShinyBox uzależnia! Jestem posiadaczką wszystkich pudełek od czerwca 2012 do września 2013 :) Wszystkie moje pudełka można zobaczyć TU.