piątek, 16 sierpnia 2013

ShinyBox KWIECIEŃ - SIERPIEŃ 2013

Od marcowego ShinyBoxa nie pokazałam tu na blogu już żadnego. Niestety od kwietnia miałam ważniejsze wydatki i darowałam sobie zbędny kosmetyczny wydatek. Dopiero w lipcu zaczęłam nadrabiać. Najpierw zakupiłam sobie pakiet trzech pudełek: kwiecień, maj, czerwiec, a na takim pakiecie zaoszczędziłam aż 8zł :D Lipcowe otrzymałam całkiem za darmo, gdyż zorientowałam się, że uzbierało mi się już 100 ShinyStars. No i w tym tygodniu dotarło kolejne - sierpniowe pudełko. 

Każde z pudełek otwierałam z kamerą w ręku i prawdopodobnie będę tak postępować już z każdym zamówieniem, nie tylko od SB.  Spowodowane jest to małą aferą z urodzinowym pudełkiem ShinyBoxa. Kilka klientek twierdzi, że nie otrzymało pełnowartościowego produktu (jednego z lepszych w pudełku) i pilniczka. Pilniczki dosyłali, ale braku kremu do stóp nie przyjmowali do wiadomości i tłumaczyli, że wszystkie pudełka na 100% wyszły od nich kompletne, gdyż mają monitoring z przebiegu pakowania. Dla mnie kiepskie tłumaczenie, bo skoro monitoring wskazuje, że wszystkie pudełka zostały poprawnie skompletowane i żadna z pań pakujących nie skubnęła produktów to dlaczego reklamację z powodu braku głupiego gadżeciku przyjmowali? Oczywiście w tej sytuacji wiele osób stanęło w obronie firmy opisując swoje reklamacje dotyczące przeterminowanego albo rozlanego lub rozsypanego kosmetyku. Te reklamacje ponoć były przyjmowane. Datę ważności lub zniszczony produkt wystarczy sfotografować, ale braku produktu nijak udowodnić i w tym przypadku można zarzucić klientowi, że próbuje wyłudzić dodatkowe kosmetyki. I w tej sytuacji ani klientkom, ani firmie nie można udowodnić kłamstwa, więc nie wiadomo, która ze stron ma rację. A jako, że ja od SB po prostu uzależniona jestem postanowiłam nie igrać z ogniem i nagrywać przebieg otwierania przesyłki, a z takim dowodem reklamacja z pewnością byłaby przyjęta. Nie ukrywam, że wkurzyłabym się, gdyby pudełko, za które zabuliłam 49zł jest niekompletne. Całe szczęście w żadnym z pięciu pudełek, które otrzymałam nie spotkała mnie taka niespodzianka :)
      
Przejdźmy do pudełek. Tym razem wszystko w skrócie, bo boxów jest aż 5, a post i tak będzie długaśny.
        
           
            
Jedyny produkt tego pudełka, który nie przypadł mi do gustu to krem AA Therapy, który jest dla kobiet powyżej 30 roku życia. Oddałam mamie, ucieszyła się :) Do tuszu Grashki, którego wszyscy zachwalali ciężko było się przyzwyczaić (inna szczoteczka od dotychczasowych), ale z czasem go polubiłam. Pielęgnacja włosów czeka jeszcze w kolejce, natomiast krem do rzęs okazał się strzałem w dziesiątkę! 4 z 6 kosmetyków to produkty pełnowymiarowe.
[Edit] ShinyBox poinformował mnie, że krem AA nie jest dla kobiet powyżej 30 roku życia, a 30 na opakowaniu oznacza jedynie, że to jubileuszowe wydanie z okazji 30-lecia marki :) Trudno, już i tak należy do mamy, ale może czasem podkradnę :P
  
          
         
                        
To pudełko ogłaszam mianem najgorszego w tym roku. Szczególnie pod względem wartościowym, bo łączna wartość kosmetyków jest tylko kilkanaście złotych wyższa od ceny jaką za nie zapłaciłam. Zwykle wartości pudełek przekraczają 100zł, tu nie przekroczyło nawet 70zł. Plus za szampon i odżywkę Biosilka , które już zużyłam. Szampon świetnie się pienił, a po użyciu zestawu włosy pachniały nawet następnego dnia. Drugi plus za pyszny, czekoladowy peeling. Szkoda tylko, że zapach znika wraz ze spłukaniem peelingu z ciała. W pudełku nie znalazł się ani jeden pełnowymiarowy produkt.
                
               
               
                    
Temu pudełku poświęciłam odrobinę więcej czasu przy fotografowaniu, ze względu na to, iż jest to urodzinowy box. Z tej okazji jednorazowo zmieniono design pudełka, który straaasznie przypadł mi do gustu. Mama stwierdziła tylko, że gdyby nie logo ShinyBoxa byłoby to idealne pudełko prezentowe. Ja natomiast mam nadzieję, że wkrótce wygląd pudełka zostanie zmieniony na stałe. Mam już 3 ShinySzkatułki. Całe dwie wypchane są biżuterią, którą tworzę, a trzecia już powoli się zapełnia. I wszystkie 3 wyglądają prawie tak samo. Fajnie byłoby skleić taką szkatułkę z innych - bardziej kolorowych pudełek :)
                                       
                              
Wewnątrz przywitała mnie nowa karteczka informująca o zawartości pudełka. Większa i kolorowa. Miła odmiana. A do tego 5% rabatu na zakupy w e-kobiecej, gdzie czasami zdarza mi się kupować, więc z pewnością skorzystam :)
                                 
                          
Przechodząc do zawartości - pudełko jest ok, ale po urodzinowym spodziewałam się czegoś więcej. Jak na jubileusz jest po prostu słabe. Pilniczek z polerkami wydawał mi się fajnym gadżetem, niestety po pierwszej próbie użycia stwierdziłam, ze jest bezużyteczny. Dzięki ShinyBoxowi powoli zaczęłam przekonywać się do ciemnej kolorówki. Najpierw szminka Baby Brown, potem Berry Vogue. Ale tym razem jestem w 100% pewna, że ze wściekle czerwonego błyszczyka nie skorzystam. Zapach peelingu solnego powalił mnie, już się za niego wymieniłam. Natomiast pozostała trójka kosmetyków w pełni trafiona. Cudnie pachnący krem do stóp, świetna maseczka eliminująca trądzik (znów pomyśleli o młodej cerze - oby tak dalej!) oraz suchy szampon, który faktycznie świetnie się sprawdza i wchłania nadmiar sebum pozostawiając włosy świeże jak po umyciu. 4 z 5 kosmetyków w pudełku do produkty pełnowymiarowe.
                       
                              
                         
To pudełko uwielbiam! Baza pod cienie jest idealna nie tylko jako baza, ale po prostu jako cień. Smaruję sobie oczka, aby wyrównać koloryt i pozbyć się zaczerwienień, do tego tusz do rzęs i cieszę się pięknym, naturalnym spojrzeniem bez kilograma tapety :) Czekoladowy cień Grashki również przypadł mi do gustu aczkolwiek ten pozostawię na wieczory. W pudełku znalazłam balsam i żel pod prysznic L'Occitane, a po cudownym balsamie, mydełku, szamponie i odżywce z pudełek z 2012 roku zakochałam się w produktach tej firmy. Kremu do mycia Uriage ciała nie miałam jeszcze przyjemności wypróbować, aczkolwiek woda termalna okazała się strzałem w dziesiątkę! Wspaniale chłodziła moje zbolałe stopy, po siedmiokilometrowym spacerze w Stegnie. Oprócz tych 6 kosmetyków w pudełku znalazł się prezent w postaci zestawu Wibo. Jako, że pudełko zawitało do mnie w okresie, kiedy miałam czerwone włosy niebiesko-zielony cień idealnie do nich pasował, za to kupno lakieru odradzam wszystkim! Kojarzy mi się z lakierem, który jakieś 12 lat temu był dołączony do Bravo albo jakiejś innej gazetki dla młodzieży. Po 3 warstwach nadal prześwituje i szybko odpryskuje. 4 z 8 kosmetyków w pudełku to produkty pełnowymiarowe.
               
            
                     
                                    
I to jest BEST BEST BEST! Chociaż wszyscy narzekają na marki, które można znaleźć nawet w supermarkecie ja jestem z niego mega zadowolana, głównie ze względu na płyn micelarny, który właśnie zamierzałam kupić. Pielęgnacja włosów Indoli poczeka w kolejce, razem z kosmetykami do włosów z kwietnia, ale na pewno z przyjemnością zużyję. Również maska z Dermedica poczeka na zimę, bo w chwili obecnej moja skóra nie wymaga nawilżenia. Malutką próbkę naturalnego peelingu do twarzy BioPlasis już użyłam i byłam zachwycona. W produkty antycellulitowe i odchudzające nie wierzę, ale oczywiście skorzystam. Podobno wspomaga spalanie tłuszczu, a że od 3 miesięcy aktywnie się aerobikuję zobaczymy czy będą jakieś rezultaty :) Natomiast w balsamie do rąk DeBa zakochałam się od pierwszego wchłonięcia :P Kremów do rąk nigdy za dużo, sama mam w swojej kolekcji 4 i teraz doszedł ten balsamik. Nie ma takiej typowej, kremowej konsystencji, nie pozostawia na dłoniach tłustej poświaty, za to wchłania się idealnie jak woda. I do tego delikatny zapach, który nie przyprawia o zawroty głowy jak w przypadku innych moich kremów.
Ponadto w pudełku znalazłam voucher o wartości 100zł na zakupy (za min. 300zł) w answear. Jak zobaczyłam ceny na tej stronce to aż kolana się pode mną ugięły, dlatego też nie skorzystam i chętnie oddam ten voucher komuś komu takie ceny nie strasznie :D
5 z 6 kosmetyków w pudełku to produkty pełnowymiarowe. 
                                      
Wrzucam jeszcze zdjęcie nowych karteczek informujących o zawartości pudełek. Pojawiają się od czerwcowego pudełka i są miłą odmianą od tych białych karteczek, które zawsze wyglądały tak samo. Każde pudełko ma kolorową karteczkę z inną grafiką, która została zaprojektowana specjalnie na potrzeby danej edycji pudełka. Mamy więc już naklejkę zaklejającą bibułkę i karteczki, które czynią każde pudełko wyjątkowym. No to jeszcze tylko design samych pudełek przydałoby się zmienić :)
                               
                          
Jeżeli ktoś z Was nie subskrybuje jeszcze ShinyBoxa może to zrobić z tego linku:
Koszt jednego pudełka to jedyne 49zł, a wartość zawartości prawie zawsze przekracza 100zł. W dodatku co miesiąc możesz cieszyć się jak dziecko otwierając z niecierpliwością pudełko-niespodziankę. UWAGA! ShinyBox uzależnia! Jestem posiadaczką wszystkich pudełek od czerwca 2012 do sierpnia 2013 :) Wszystkie moje pudełka można zobaczyć TU
                       

6 komentarzy:

  1. Ja nie zamawiam sb nie potrzebny mi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy o tym nie słyszałąm. Nic dziwnego, moja mama nie robi sobie nawet makijażu, więc od kogo miałabym sie zainteresować kosmetykami. Fajna rzecz, skoro naprawdę wychodzi taniej. Bardzo profesjonalnie to opisałaś-naprawdę długa notka. Kurczę, nie wiedziałam, że można tak pisacm o kosmetykach. Szczególnie, że dla mnie ta nazwa oznacza głównie pastę do zębów i krem do rąk :P
    Fajnie sie czyta, pozdrwaiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa lata temu byłam dokładnie w tej samej sytuacji i nie korzystałam ze zbyt wielu kosmetykow, ale weszłam w taki wiek, że zależy mi na byciu zadbaną kobietą :)
      Niektórzy tak długą notkę potrafią napisać na temat tylko jednego kosmetyku, a tu mamy aż 5 kosmetycznych pudełek, więc to jeszcze nic :)

      Usuń
  3. chyba się zapiszę do shinybox :P

    OdpowiedzUsuń
  4. ten krem AA nie jest dla kobiet po 30 roku życia, 30 na opakowaniu oznacza, że to edycja jubileuszowa na trzydziestolecie firmy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ShinyBox mnie o tym już poinformował :) Nie miałam pojęcia, nawet moja mama dała się nabrać i myślałam, że to dla kobiet +30. Ale zaraz wyedytuję notkę, żeby innych w błąd nie wprowadzać :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze! Wasze zdanie i opinie są dla mnie bardzo ważne, dzięki Wam mogę się doskonalić :) Pamiętaj, aby nie przekraczać pewnych granic. Kultura przede wszystkim! Nie wklejaj proszę linków oraz hamuj swoje frustracje - nie będę publikować takich komentarzy, aby blog nie stał się siedliskiem autoreklamy lub nienawiści.