środa, 29 sierpnia 2012

Theresa Ursula dementuje

Wczoraj wstawiłam post z wypiekami na tacy, który możecie zobaczyć TU. Dziękuję za tak pozytywną reakcję, ale, ale... pojawiła się też wątpliwość w postaci anonimowego komentarza. I to ten komentarz przyczynił się do napisania tego posta. Anonimowi zapewne teraz pierś urośnie z dumy. Ale nie, nie drogi Anonimie - nie masz powodu do dumy, bo jesteś najzwyczajniejszym tchórzem i jestem przekonana, że wiele osób się ze mną zgodzi.. Naprawdę nie obraziłabym się, gdybyś się nie ukrywała, nie zamierzałam też nikogo linczować słownie, a ewentualny lincz ze strony innych, zbulwersowanych Twoim wpisem czytelniczek tego bloga nie zostałby nawet zaakceptowany. Ale mimo wszystko i tak nie odważyłaś się na zwyczajny podpis. Masz coś do ukrycia? Moja wersja jest taka: masz bloga na serwisie blogger, nie wmówisz mi, że nie. Jesteś również czytelniczką tego bloga, w każdym razie - nawet jeżeli pałasz do mnie niezrozumiałą nienawiścią - wpadasz od czasu do czasu ze zwykłej ciekawości. Prawdopodobnie jesteś też modeliniarką hejtującą wszystkich innych zajmujących się tym samym :). Ale koniec już mojej rozkmniny, niczego nie mogę sprawdzić, bo na blogerze w przeciwieństwie do photobloga nie ma możliwości wglądu w IP komentującego. Gdyby taka możliwość była zapewne już wiedziałabym kto jest autorem komentarza.


Treść komentarza:



Wiele osób zapewne stwierdzi "Czemu się przejmujesz? Nie masz obowiązku tłumaczenia się.". Tak w każdym razie powiedział mój tata. A ja czuję, że mam taki obowiązek, bo może nie tylko jeden "odważny" anonim ma jakieś wątpliwości. Nie ukrywam, że jest mi przykro czytając tego typu komentarze, bo nie ma w nich nawet odrobiny życzliwości. 
Dwa miesiące temu Hippotetyczna zamieściła krytykę moich foremkowych prac. Naprawdę się tym przejęłam i wzięłam sobie jej słowa bardzo do serca. I jak foremkowymi pracami wszyscy non stop się zachwycają, tak kiedy w końcu się człowiek postarał i ulepił coś ręcznie ktoś śmie temu zaprzeczać. Auć!


Zacznę wobec tego od pierwszej części komentarza: "filiżanka jest ceramiczna".  Nie mogę się z tym zgodzić. Filiżanka została ulepiona z modeliny. Dla porównania wygrzebałam w domu ceramiczną filiżankę w podobnej kolorystyce i sfotografowałam wraz z tą ulepioną przeze mnie:



Ceramiczna filiżanka delikatnie połyskuje, modelinowa jest "sucha" (Goddemyt dobrze, że jeszcze jej nie polakierowałam!).

Do wykonania filiżanki użyłam dłutek kulkowych i ołówka:



Dla porównania: wypieczona filiżanka i kostka modeliny Sculpey III, której użyłam do wykonania:



I na koniec niedoskonałości filiżanki. Na pierwszym zdjęciu (możecie je powiększyć klikając w nie)  możecie zobaczyć malutkie wgniecenia. Sprawcą tej zbrodni był prawdopodobnie mój przydługi paznokieć w momencie, kiedy stawiałam filiżankę na blachę. Drugie zdjęcie przedstawia tył filiżanki i bardzo niedoskonały talerzyk .



Druga część komentarza: "łyżeczka plastikowa". Pomijając już fakt, że coś Ci się pomyliło, bo łyżeczka nie jest plastikowa (wiesz, że plastik rozpuszcza się przy wysokich temperaturach?) a metalowa to nie popadajmy w skrajności. Nie będę się rozdrabniać, bo to każdy widzi. Idiotycznie brzmiałaby treść notki "Wszystko ulepione ręcznie, za wyjątkiem metalowej łyżeczki i plasterka cytryny, która pochodzi z patyczka Fimo". Po co pisać o czymś co jest oczywiste? W końcu czytelnicy mają oczy. I o ile ta metalowa łyżeczka jest dla wszystkich oczywista, tak prawdopodobnie tego, że reszta została ulepiona ręcznie, bez użycia silikonowych form nikt by się nie domyślił.


Po trzecie: "ciasteczka z wykrawaczek". Poniżej wstawiam zdjęcie wszystkich ciasteczek, które ulepiłam. Nie wiem, o które Ci chodzi, bo nie sprecyzowałaś, ale jeżeli o wszystkie to pomyliłaś się. Wszystkie herbatniki zostały ulepione ręcznie, łącznie z herbatnikiem w kształcie serca, które wycięłam skalpelem. Zgodzę się co do tego tylko w przypadku dwóch ciasteczek z pastelowymi cukierkami. Tak, zostały wycięte wykrawaczką, ale wykrawaczka jest dla mnie narzędziem jak każde inne, jak narzędzia Fimo czy dłuta. Samo wycięcie nią kształtu nie wystarczy, aby wyrób przypominał ciastko - nad tym trzeba już samemu popracować. Tak samo jak nie wystarczy wepchnąć dłuta kulkowego w kawałek modeliny, żeby powstała filiżanka.



"Jestem w stanie przysiąc, że rogale z foremki". I to będzie najtrudniej zdementować, bo rogale faktycznie mogą przypominać foremkowe. Gwarantuję jednak, że są ulepione ręcznie! Na zdjęciu to są jedynie minimalne szczegóły. Przyjrzyjcie się zdjęciu poniżej. Trzy duże rogale są ulepione ręcznie, ten mały z foremki. Zauważcie, że każdy z trzech rogali ma minimalnie inny kształt.



Nie wiem czy będzie to widoczne, tak jak jest widoczne na żywo, ale spójrzcie na kolejne zdjęcie. Przyjrzyjcie się strukturze obu rogalików. W tym większym wgłębienia są wyraźnie widoczne, w pracy foremkowej wgłębienia są zatarte i mało widoczne, a w dotyku rogalik jest gładki.



Informowałam Was kiedyś o moim podejściu do tutoriali, których jest setki w internecie. Na rogaliki również. Ale postaram się stworzyć własny tutorial na rogala w najbliższym czasie, głównie ze względu na to, żeby udowodnić, że faktycznie te trzy zostały ręcznie ulepione.


W każdym razie, jeżeli Anonim aż tak uparcie twierdzi, że nie wszystko jest ręcznie ulepione to ma rację. Do podstaw babeczek użyłam plastikowych narzędzi Fimo, do wycięcia herbatników czy kart posłużyłam się skalpelem. Do nadania struktury rogalom użyłam wykałaczki, natomiast ciasteczkom - szczoteczki do zębów. Niczego tak małego nie wykonamy za pomocą tylko rąk.


Macie jeszcze jakieś wątpliwości? Możecie pisać, a wówczas będę edytować notkę.


Pozdrawiam :)


PS. Zdjęcia tych prac miały być dopiero w październiku, ale nic się nie stało. Te prace są jeszcze w stanie surowym, czeka mnie ścieranie papierem ściernym niedoskonałości, lakierowanie, łączenie, ozdabianie. Wersja ostateczna będzie się zapewne troszeczkę różnić :)

Naszyjnik Marilyn Monroe


Te naszyjniki wykonywałam jakieś dwa-trzy lata temu, ale teraz już nigdzie nie mogę znaleźć takiej bazy. Naszyjniki miały 10cm średnicy, ogrooomne xD




Wiecie, że wyszła nowa płyta Smerfnych Hitów?!

Już się zakochałam, moje 4 faworyty:


Mówi Gargamel (Moves Like Jagger)



Smerfuj z nami (Waka waka)



Smerfojady (Danza Kuduro)



Ten smerf (Bez łez)




To muzyka mojego dzieciństwa, pierwszą kasetę magnetofonową dostałam jakoś tak kiedy mój brat się urodził, więc miałam 4 lata. Smerfne Hity kojarzą mi się z długimi podróżami, kiedy w samochodzie przesłuchiwaliśmy wszystkie kasety :) Miałam ich 7, ale potem się pożyczyło i pożyczający sobie je przywłaszczył -_- W każdym razie w dzisiejszej erze internetu i YT to już nie problem :)


Moje ulubione z poprzednich części:


On ma hart (You're my heart, you're my soul)



Jak zostać królem śmiechu (Rhythm divine)



Międzynarodowy dzień lenia (Back in my life)



Loczek blond (Strong Enough)



Ten kotek nigdy nie zmądrzeje (Blue da ba dee)



Były sobie smerfy (Scatman's world)



Bajlandio, Bajlandio (Bailando)



Dubi Dubi Dub - piosenka Gargamela (Dub-I-Dub)



Odlotowy czas (Kolorowe sny)



Smerfy płyną zwiedzać świat (Captain Jack)





To tyle, uwielbiam je <3

A Wy?


wtorek, 28 sierpnia 2012

In progress...

Na bloga zarówno tego jak i fbl wciąż wstawiam stare prace, ale nie martwcie się, lenistwo mnie opuściło i zaczęłam lepić! Na zdjęciach widzicie blaszkę, którą zapełniałam calutki tydzień, wczoraj dopiero wypiekłam. Wszystko lepiłam ręcznie, bez użycia foremek, łącznie z podstawami babeczek oraz filiżanką. Wszystkie prace jakie wykonuję od lipca będę wstawiać na bloga mniej więcej na początku października. 









A ja wracam do przygotowań na jutrzejszy przyjazd gości. Muszę posprzątać swój pokój -_- Nie wiem od czego zacząć, bo to istne pobojowisko po ostatnim lepieniu, a ponadto muszę upiec dwa ciasta i rogale i nadrobić zamówienia. A w międzyczasie znajdź jeszcze czas dla psa i świnek morskich. Ah i muszę obejrzeć Zbuntowanego Anioła odc. 2 na YT, bo na ponowną emisję telewizyjną się nie doczekam :D

Pozdrawiam :)


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Truskawkowe babeczki z czekoladową posypka


To już ostatni post ze z babeczkami Whipped Cream, od jutra już Was nimi nie męczę :)


Podstawy babeczek z foremki, reszta wykonana ręcznie.

niedziela, 26 sierpnia 2012

sobota, 25 sierpnia 2012

Niemodelinowe butelkowe naszyjniki

Jakiś czas temu kupiłam sporą ilość szklanych miniaturowych buteleczek. Kilka wykorzystałam, ale po przemyśleniu część z nich pozostawiłam dla siebie, na przyszłe lata, na wakacje. Nad morzem możemy zebrać trochę piasku i małych muszelek, w górach wyjątkowe kamienie, na Mazurach kwiaty do ususzenia i w ten sposób wspomnienie z wakacji można zamknąć w małej buteleczce, którą powiesimy na szyi.
W miniaturowych buteleczkach można umieścić dosłownie wszystko i efekt zawsze murowany. Poniżej przedstawiam zdjęcia buteleczek, które wykorzystałam w niewakacyjny sposób :) Zdjęć dużo, klikając w nie możesz zobaczyć w oryginalnym rozmiarze.


























czwartek, 23 sierpnia 2012

Donutowy zegarek


Urwane rączki od działającego zegarka można zawsze zastąpić czymś innym i tak oto kilka miesięcy temu powstał mój nowy zegarek :)


Wykonane ręcznie bez użycia foremek.

środa, 22 sierpnia 2012

Marshmallow








Ten banalny motyw wykonywałam niedawno po raz pierwszy i tylko ze względu na fakt, że takie zostały zamówione. Dopiero po wykonaniu zrozumiałam jakie są słodziutkie na uszkach mojej 6-letniej siostrzenicy :)


Wykonane ręcznie bez użycia foremek.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Niepopularno-popularne blogi... i zegar decouapge

Fascynujące zjawisko. 14-letnia dziewczyna zaspamowała mi wczoraj 7 wpisów na fbl, przy okazji kliknęła "fajne" pod każdym z nich (jak się okazuje powinnam traktować to jako przywilej -.-). Nauczyłam się już pojedynczy spam ignorować i po prostu kasować, ale w tym przypadku w kilkusekundowych odstępach pod siedmioma wpisami pojawił się ten sam komentarz kopiuj/wklej o treści:
me gusta:)
zapraszam :P 
+klikam fajne
Pozwoliłam sobie wytknąć jej ten fakt, wszystko ma swoje granice, no ale czego nie robi się dla "popularności"? Naturalnie - co typowe jest dla większości* przedstawicieli tejże grupy wiekowej - musiała mieć swoje ostatnie słowo. Mój brat, który jest zaledwie rok straszy od niej spadł z krzesła z radości, kiedy mu to przeczytałam :D
1 Sorki kazałam mojej sis spamować a ona ma 9l i jeszcze tego nie skumała.
2 byś sie cieszyła że na każdej miałaś o 1 fajne więcej.
3 już nie masz tylu fajnych debilko :D
pozdrawiam :*
Punkt 2 i 3 jest rozwalający, nie sądzicie? Mam się cieszyć z 1 "fajne", które zostało oddane w nadziei na "sweet rewanżyk"? 14-latka w momencie kiedy weszłam na jej bloga miała 82 "fajne" i MNÓSTWO komentarzy "Fajne, wbij", ale ja się pytam - czy to powód do dumy? 82 "fajne" w nadziei na rewanż i dziesiątki (może nawet i setki) takich samych, nieszczerych komentarzy wystawionych również w nadziei na rewanż. Co z tego, że moje zdjęcie miało zaledwie 8 kliknięć w "fajne"? Przynajmniej mogę się poszczycić tym, że zostały wystawione przez osoby, które naprawdę tak uważają. Podobnie z komentarzami: największym skarbem są komentarze ze szczerą opinią, również w formie krytycznej (pod warunkiem, że wypowiedź kulturalna) a nie setki komentarzy o tej samej treści wstawianych możliwie najprostszym i najszybszym sposobem kopiuj/wklej. 
I najważniejsza sprawa: na fbl mam prawie 2700 obserwatorów, ale wcale nie jestem z tego powodu dumna. Przyczyna jest bardzo prosta - conajmniej połowa z nich dodała mnie w nadziei, że również i ja ich dodam a tym samym zwiększy się u nich liczba obserwatorów. Ta połowa obserwuje dziesiątki innych blogów i prawdopodobnie nawet mojego nie odwiedza. Najcenniejsi są nie ci, którzy obserwują, a ci, którzy odwiedzają i robią to z własnej, nieprzymuszonej woli a przede wszystkim BEZINTERESOWNIE! Mam też kilku (garstkę, można ich policzyć na palcach obu rąk)  "wiernych" czytelników, którzy od czasu do czasu skomentują, wdadzą się w jakąś dyskusję lub pożartują. Z jedną nawet - Patrycją - wielokrotnie rozmawiałam telefonicznie i przez gg. 
Nigdy nie zrozumiem takiego pustego dążenia do popularności jakie opisałam wyżej. Przerażające! Ja w wieku 14 lat nieco inaczej organizowałam swój czas.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

*większości - nie oznacza wszystkich, więc wszystkie 14-latki, które mają poukładane w głowie proszę o wybaczenie za te stereotypowe uogólnienie :)



A wyżej widzicie pierwszy zegar, jaki ozdobiłam techniką decoupage. Zdjęcie sprzed trochę ponad dwóch lat :)

Pozdrawiam!

niedziela, 19 sierpnia 2012

Lato

Ostatnie chłodne, wietrzne i deszczowe dni potwornie przypominały mi jesień :| Byłam przekonana, że ciepełko już nie powróci... Ale ale, nareszcie, w końcu mamy ciepełko! :) Pakuję gatki i zmykam nad jezioro :D Tak wyglądało jeszcze miesiąc temu: